- Jeżeli sprawdzą się nasze prognozy, będzie to oznaczać kontynuację stopniowego ożywienia. Gospodarka powoli idzie do przodu, ale nadal nie biegnie - mówi Jacek Wiśniewski, szef działu prognoz i analiz w banku Pekao. Oczekuje on wzrostu produkcji w lutym o 3,8% w skali rocznej, wobec 4,2% w styczniu.
W opinii J. Wiśniewskiego, dobre wyniki przemysłu to w dalszym ciągu efekt silnego eksportu, nie widać bowiem odbicia w konsumpcji wewnętrznej. Podobnego zdania jest Ernest Pytlarczyk, analityk z Banku Handlowego. - Od połowy zeszłego roku strona podażowa gospodarki radzi sobie dobrze. Problemem jest słaby popyt - twierdzi E. Pytlarczyk. Tym razem na dane o produkcji nie będzie mieć wpływu liczba dni roboczych, która była taka sama, jak w lutym 2002 r.
Według Arkadiusza Krześniaka, głównego ekonomisty Deustche Banku, w kolejnych miesiącach dane o produkcji mogą się pogorszyć. - Spodziewam się, że złoty przestanie dalej tracić na wartości. A to powstrzyma wzrost eksportu i ograniczy popyt na wyroby naszych producentów - mówi A. Krześniak.
Ze średnich prognoz Reutersa wynika, że ekonomiści oczekują wzrostu gospodarczego w tym roku na poziomie 2,8%. To nieco poniżej szacunków ogłoszonych w ubiegłym tygodniu przez ministra pracy Jerzego Hausnera, mówiących o wzroście rzędu 3%. Największym optymistą pozostaje szef resortu finansów, który podtrzymuje swoją wcześniejszą prognozę na poziomie 3,5%.
Pojawia się też dodatkowy element: wojna w Iraku. Jeżeli będzie się przedłużać, to w opinii ekonomistów może zahamować obserwowane powolne ożywienie w naszej gospodarce. - Jeżeli pogorszą się nastroje konsumentów w Europie i w USA, to spadnie popyt na nasz eksport. A to negatywnie odbije się m.in. na danych o produkcji - mówi A. Krześniak.