Reklama

Różnice nie tylko w sprawie wojny

USA i ich partnerzy z NATO - Niemcy oraz Francja - różnią się nie tylko w podejściu do kryzysu irackiego, ale także w kluczowych kwestiach gospodarczych. Czołowi doradcy prezydenta Busha, kanclerza Schrödera i prezydenta Chiraca mają odmienne podejście do finansów publicznych oraz potrzeby ożywienia aktywności ekonomicznej. Różnice te mogą poważnie utrudnić poprawę koniunktury w gospodarce światowej.

Publikacja: 19.03.2003 09:12

N. Gregory Mankiw, szef grupy doradców ekonomicznych prezydenta George`a W. Busha, jest - podobnie jak wielu ekspertów amerykańskich - zwolennikiem teorii Keynesa, zgodnie z którą w okresach stagnacji rządy powinny ożywiać popyt, stosując instrumenty polityki fiskalnej. W myśl tej zasady rząd USA kładzie nacisk na obniżenie podatków, aby stworzyć w krótkim czasie warunki do ożywienia aktywności gospodarczej. Amerykańscy ekonomiści nie obawiają się przy tym wzrostu deficytu budżetowego, uważając go za mniejszy problem od słabej koniunktury i niebezpieczeństwa recesji.

W przeciwieństwie do USA, europejskie potęgi gospodarcze traktują finanse publiczne ze szczególną troską. Dla Wolfganga Wiegarda, który przewodzi grupie doradców rządu kanclerza Schrödera, priorytetem jest ograniczenie deficytu budżetowego. Mniej rygorystycznie podchodzi do tej kwestii główny doradca ekonomiczny rządu francuskiego Christian de Boissieu. Obaj skrytykowali politykę fiskalną prezydenta Busha jako zbyt radykalną i prowadzącą do nadmiernej nierównowagi budżetowej.

Niemcy i Francja obawiają się, że olbrzymi deficyt budżetowy USA osłabi jeszcze bardziej dolara, to zaś odbije się ujemnie na konkurencyjności europejskiego eksportu - bardzo istotnego dla gospodarki strefy euro.

Tymczasem za paradoks można uznać fakt, że nawet po planowanych cięciach podatkowych deficyt amerykański nie osiągnie zapewne poziomu charakterystycznego w ostatnich latach dla Niemiec i Francji, gdzie znacznie przekroczono 3% produktu krajowego brutto, dopuszczalne dla państw strefy euro. Ekonomiści amerykańscy dziwią się, że w okresie wyjątkowo złej koniunktury rządy europejskie tak wiele wagi przywiązują do uzdrowienia finansów publicznych, a nie uczyniły tego trzy lata temu, gdy wzrost gospodarczy był znacznie szybszy.

Warto też zwrócić uwagę na fakt, że to rząd prezydenta Busha czyni większe starania, aby ożywić gospodarkę amerykańską, chociaż koniunktura jest tam obecnie lepsza niż w Europie Zachodniej. W ostatnim kwartale 2002 r. produkt krajowy brutto USA powiększył się o 1,4%, podczas gdy wzrost gospodarczy w strefie euro wyniósł tylko 0,7%.

Reklama
Reklama

Dla gospodarki tego regionu ostatnie lata były najgorsze od połowy lat 70., a w pierwszym kwartale bieżącego roku nie można nawet wykluczyć recesji. W tych warunkach nacisk na ograniczanie w Niemczech i Francji deficytów budżetowych może odsunąć ożywienie.

Wobec tak dużych różnic w podejściu do polityki fiskalnej Amerykanie, będący na ogół zwolennikami współpracy międzynarodowej, zrezygnowali z zachęcania europejskich partnerów do skoordynowanej akcji, której celem byłoby ożywienie gospodarki światowej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama