N. Gregory Mankiw, szef grupy doradców ekonomicznych prezydenta George`a W. Busha, jest - podobnie jak wielu ekspertów amerykańskich - zwolennikiem teorii Keynesa, zgodnie z którą w okresach stagnacji rządy powinny ożywiać popyt, stosując instrumenty polityki fiskalnej. W myśl tej zasady rząd USA kładzie nacisk na obniżenie podatków, aby stworzyć w krótkim czasie warunki do ożywienia aktywności gospodarczej. Amerykańscy ekonomiści nie obawiają się przy tym wzrostu deficytu budżetowego, uważając go za mniejszy problem od słabej koniunktury i niebezpieczeństwa recesji.
W przeciwieństwie do USA, europejskie potęgi gospodarcze traktują finanse publiczne ze szczególną troską. Dla Wolfganga Wiegarda, który przewodzi grupie doradców rządu kanclerza Schrödera, priorytetem jest ograniczenie deficytu budżetowego. Mniej rygorystycznie podchodzi do tej kwestii główny doradca ekonomiczny rządu francuskiego Christian de Boissieu. Obaj skrytykowali politykę fiskalną prezydenta Busha jako zbyt radykalną i prowadzącą do nadmiernej nierównowagi budżetowej.
Niemcy i Francja obawiają się, że olbrzymi deficyt budżetowy USA osłabi jeszcze bardziej dolara, to zaś odbije się ujemnie na konkurencyjności europejskiego eksportu - bardzo istotnego dla gospodarki strefy euro.
Tymczasem za paradoks można uznać fakt, że nawet po planowanych cięciach podatkowych deficyt amerykański nie osiągnie zapewne poziomu charakterystycznego w ostatnich latach dla Niemiec i Francji, gdzie znacznie przekroczono 3% produktu krajowego brutto, dopuszczalne dla państw strefy euro. Ekonomiści amerykańscy dziwią się, że w okresie wyjątkowo złej koniunktury rządy europejskie tak wiele wagi przywiązują do uzdrowienia finansów publicznych, a nie uczyniły tego trzy lata temu, gdy wzrost gospodarczy był znacznie szybszy.
Warto też zwrócić uwagę na fakt, że to rząd prezydenta Busha czyni większe starania, aby ożywić gospodarkę amerykańską, chociaż koniunktura jest tam obecnie lepsza niż w Europie Zachodniej. W ostatnim kwartale 2002 r. produkt krajowy brutto USA powiększył się o 1,4%, podczas gdy wzrost gospodarczy w strefie euro wyniósł tylko 0,7%.