Z inicjatywy Carla-Henrica Svanberga, dotychczasowy dyrektor ds. operacyjnych Ericssona - Per-Arne Sandstroem - został mianowany w poniedziałek zastępcą dyrektora generalnego, a Karla-Henrica Sundstroema, który do tej pory kierował działem obsługi klientów, powołano na stanowisko dyrektora finansowego. Zdaniem analityków, awans Sandstroema, który od sierpnia 2001 r. odpowiadał za zwolnienia w spółce, oznacza, że nowy dyrektor generalny zamierza postawić na jeszcze większe oszczędności.
- Te roszady oznaczają, że Carl-Henric Svanberg chce zintensyfikować działania, mające na celu przywrócenie firmie odpowiedniej pozycji finansowej. Wygląda na to, że "starej kadrze" pomysł ten nie bardzo przypadł do gustu, więc musiała odejść - powiedział Bloombergowi Chad Clark z amerykańskiego funduszu Harris Associates, który w portfelu posiada 300 mln akcji szwedzkiego koncernu.
Svanberg, który przed nominacją na szefa Ericssona bardzo udanie kierował inną szwedzką spółką Assa Abloy, tworząc z niej największego na świecie producenta zamków do drzwi, podkreśla, że priorytetem dla niego będzie, aby potentat branży high-tech znów był rentowny.
To niełatwe zadanie. W latach 1990-2000 sprzedaż Ericssona wprawdzie wzrosła aż sześciokrotnie, ale jednocześnie koszty rosły jeszcze szybciej. W trakcie dobrej koniunktury Ericsson bardzo się rozwinął, ale praktycznie nikt w spółce nie zważał na koszty. Więc gdy przyszedł kryzys, spółka odczuła to znacznie mocniej niż jej konkurenci.
Pomimo podjętych już wcześniej wysiłków - zwolnienie 40 tys. pracowników - spółka zanotowała stratę przez ostatnie siedem kwartałów. Prognozy też nie są dobre. Prawdopodobnie sprzedaż będzie w 2003 r. spadać już trzeci rok z rzędu. W ciągu ostatnich dwóch lat notowania Ericssona na giełdzie spadły aż o 82%.