Na międzynarodowym rynku naftowym środa przyniosła niewielki wzrost notowań. W Londynie za baryłkę ropy Brent z dostawą w maju płacono po południu 27,42 USD, wobec 27,25 USD w końcu sesji wtorkowej. Zmianę tę uznano za naturalną reakcję po gwałtownym spadku cen tego surowca w ciągu poprzednich czterech dni. Ropa staniała w tym czasie aż o 18% w związku z nadziejami, że wojna w Iraku będzie krótka i nie sparaliżuje dostaw z Bliskiego Wschodu. Największe europejskie towarzystwo naftowe - Royal Dutch/Shell Group - poinformowało o ewakuacji personelu z platform wiertniczych w północnej części Zatoki Perskiej, zmniejszając wydobycie o 60 tys. baryłek dziennie. Nie oczekuje się jednak, by działania wojenne miały zagrozić innym polom naftowym w tym regionie. Eksperci mają też nadzieję, że nie dojdzie do większych zniszczeń urządzeń wydobywczych na terytorium Iraku. Wraz z wejściem wojsk amerykańskich i brytyjskich do strefy zdemilitaryzowanej między Irakiem a Kuwejtem uczestnicy rynku naftowego zmniejszyli aktywność w oczekiwaniu na dalszy rozwój wypadków.
Po raz pierwszy od czterech sesji obniżyła się trochę cena złota. W środę po południu uncja tego kruszcu kosztowała w Londynie 337,10 USD, wobec 337,85 USD dzień wcześniej. Nadzieje na szybkie zakończenie wojny zmniejszyły bowiem atrakcyjność złota jako bezpiecznej lokaty kapitałów, a dodatkowym czynnikiem, który sprzyjał zniżce notowań, było wzmocnienie dolara.
Tymczasem spadek zapasów miedzi sprawił, że cena tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych wzrosła w Londynie do 1696 USD z tonę, z 1686 USD we wtorek.