Reklama

Za drugim razem nie wychodzi

Publikacja: 20.03.2003 08:56

W ekonomii praw jest bez liku, a co jakiś czas pojawiają się nowe. O niektórych jest głośno, inne przychodzą na świat po cichu, nikt nie przyznaje za nie Nagrody Nobla, obowiązują tylko pod wybraną szerokością geograficzną. Na przykład w Polsce mamy prawo drugiego razu. Głosi ono, że jeśli znany, utytułowany i cieszący się sukcesami ekonomista dostanie drugą szansę, na pewno jej nie wykorzysta.

Osobą, która pierwsza udowodniła tę tezę, był Leszek Balcerowicz. Jako minister finansów w rządach Mazowieckiego i Bieleckiego radził sobie znakomicie. Chyba nikt nie przeczy, że jemu zawdzięczamy podwaliny gospodarki rynkowej i on w dużej mierze jest autorem sukcesu polskiej gospodarki z połowy lat 90. Ale come back okazał się kompletnie nieudany. Nie udało mu się ani uprościć systemu podatkowego, ani naprawić finansów publicznych. Zostały po nim chyba ze dwie niezrealizowane strategie i sława człowieka, który chciał zmniejszyć biurokrację, powołując kolejną komisję.

Potwierdzenia prawa, że drugi raz jest znacznie gorszy, podjął się też Marek Belka. Dla przypomnienia, w roku 1997 wcale nie było tak łatwo. Za południową granicą mieliśmy kryzys czeski, potem dołożyły się jeszcze państwa azjatyckie, Rosja chyliła się ku bankructwu, rolnicy - jak co roku latem - protestowali, a stosunki rządu z NBP przypominały obecne relacje między ministrami Hausnerem i Kołodką. Za pierwszym razem Marek Belka poradził sobie dobrze, a jednym z dowodów jest fakt, że wtedy, po raz pierwszy - i ostatni w historii - prognozowana inflacja okazała się bliska tej osiągniętej. No tak, ale za drugim razem już tak różowo nie było - po Marku Belce ludzie zachowają w pamięci tylko nazwę podatku od zysków z oszczędności. Na szczęście dla niego samego, bo lud zdaje się już nie pamięta, że temu ministrowi zawdzięcza także akcyzę od energii elektrycznej. O to, żeby nic innego nie pozostało po drugim ministrowaniu Marka Belki, zadbał sam rząd, tuż po jego odejściu rezygnując z wymyślonej przez niego zasady ograniczania tempa wzrostu wydatków, popularnie zwanej "kotwicą Belki".

Drugą szansę dostał też minister Grzegorz Kołodko. Mógł przejść do historii jako ten szef resortu finansów, za którego gospodarka rozwijała się szybko i malało bezrobocie oraz który po raz pierwszy - i na razie ostatni - doprowadził do obniżki podatków od osób fizycznych. Jednak on także zdecydował się udowodnić istnienie prawa drugiego razu. Jego propozycje reformy finansów publicznych sprowadzają się do wyciągnięcia jeszcze większych środków z kieszeni obywateli i żonglerki danymi statystycznymi.

Inny minister, Marek Pol, jest także przykładem, że za drugim razem wszystko wychodzi gorzej. Z tą tylko różnicą, że już za pierwszym razem szło źle. Jednak drobne szczegóły nie powinny przyćmiewać faktu, że on także potwierdził istnienie ogólnej reguły - prawa drugiego razu.

Reklama
Reklama

Od razu powiem, że ja tylko to prawo staram się przybliżyć Czytelnikowi, ale nie jestem odkrywcą. Palma pierwszeństwa przypada anonimowemu posłowi, który w ustawie o NBP zapisał, że członkiem Rady Polityki Pieniężnej można być tylko raz. I Bogu dzięki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama