Jeszcze przed rozpoczęciem konfliktu w Zatoce główne światowe indeksy ruszyły w górę, dyskontując zapewne szybkie i bezdyskusyjne zwycięstwo. Choć wzrosty na niektórych indeksach są imponujące, to jednak ich techniczne znaczenie dla trendów długoterminowych na razie jest niewielkie.
Po przeszło 9-proc. zwyżce zmieniła się krótkoterminowa sytuacja techniczna S&P 500. W wyniku ataku byków złamany został trend spadkowy, w którym indeks poruszał się od połowy stycznia. Jednocześnie tendencja boczna, rozpoczęta jeszcze w lipcu zeszłego roku, nie została naruszona. Jej górne ograniczenie, w kierunku którego indeks zmierza, znajduje się na 960 pkt.
Zanim jednak ta wartość zostanie osiągnięta, "po drodze" znajduje się opór na 875 pkt., do którego wykres S&P 500 właśnie dotarł. Na tę barierę składają się lokalne dołki z końca zeszłego roku (linia szyi podwójnego szczytu?) oraz linia trendu spadkowego, obejmująca ostatnie 12 miesięcy. Gdyby zwyżka indeksu miała się zakończyć w tym miejscu, będzie to sygnał, że wspomniany wyżej trend boczny odchodzi już w zapomnienie, a kontrolę nad rynkiem przejmują niedźwiedzie. W kolejnej fali spadkowej S&P 500 przełamałby znajdujące się w okolicach 800 punktów wsparcie. Sygnałem, że taki właśnie scenariusz realizuje się, będzie zamknięcie sesji poniżej 850 pkt.
Po przełamaniu oporu na 875 pkt. S&P 500 będzie miał jeszcze ok. 10-proc. potencjał wzrostowy.
Zaawansowane technologie w cenie