Po wyraźnym spadku w ubiegłym tygodniu notowania na międzynarodowym rynku naftowym zaczęły znów rosnąć. Coraz silniejszy opór stawiany Amerykanom i Brytyjczykom przez wojska irackie potwierdził bowiem obawy, że wojna w Zatoce Perskiej może być znacznie dłuższa niż przewidywano. To zaś groziłoby zmniejszeniem dostaw ropy z Bliskiego Wschodu. Tymczasem już teraz podaż tego surowca jest ograniczona, gdyż został wstrzymany eksport z Iraku, unieruchomiono część instalacji naftowych w Kuwejcie i po wielotygodniowym strajku nie wznowiono jeszcze na pełną skalę wydobycia w Wenezueli. Na domiar złego, krwawe zamieszki doprowadziły w ostatnich dniach do zmniejszenia o jedną trzecią dostaw z Nigerii, która jest siódmym pod względem wielkości eksporterem ropy na świecie. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w maju płacono w poniedziałek po południu 25,61 USD, wobec 24,35 USD w końcu sesji piątkowej.
Perspektywa dłuższej wojny w Iraku oraz straty ponoszone przez oddziały amerykańskie i brytyjskie pobudziły również największy od ponad miesiąca wzrost ceny złota. Kruszec ten, zyskujący na atrakcyjności jako bezpieczna lokata kapitałów, zdrożał w Londynie do 330,35 USD za uncję, z 326,05 USD w piątek. Oprócz niepokojących doniesień z Zatoki Perskiej do zwyżki notowań przyczynił się spadek kursu dolara do euro i jena, a także niechęć do inwestowania na rynku akcji.
Obniżyła się natomiast cena miedzi. Metal ten w kontraktach trzymiesięcznych kosztował wczoraj w Londynie 1687 USD za tonę, wobec 1706 USD w końcu zeszłego tygodnia.