Ceny ropy naftowej rosły wczoraj drugi dzień z rzędu, ale już wolniej niż w poniedziałek. Przyczyną zwyżki był niepokój inwestorów o ciągłość dostaw. Z jednej strony bowiem stało się jasne, że wojna w Iraku na dłużej niż przewidywano wstrzyma eksport z tego kraju, a z drugiej zamieszki w Nigerii spowodowały zmniejszenie tamtejszego wydobycia o 37% wobec przeciętnej z ub. miesiąca. W rezultacie na Międzynarodowej Giełdzie Paliw w Londynie baryłka gatunku Brent w dostawach na maj kosztowała po południu 26,55 USD, a więc o 46 centów, czyli 1,8% więcej niż na poniedziałkowym zamknięciu. Wcześniej cena wzrosła nawet o 83 centy. Wzrost cen zahamowało południowe wystąpienie brytyjskiego premiera Tony'ego Blaira, który poinformował na konferencji prasowej w Londynie, że elitarna Gwardia Republikańska znalazła się "pod ciężkimi atakami z powietrza", a wojna w Iraku przebiega zgodnie z planem.

Złoto też wczoraj drożało, co było spowodowane przede wszystkim porannym spadkiem kursu dolara wobec euro i jena, największym w ciągu dwóch dni od lipca ub.r. Kruszec ten stał się więc bardziej atrakcyjny dla inwestorów spoza USA. W ciągu dnia euro trochę osłabło. Silniejszy niż oczekiwano opór wojsk irackich zachęcał do przenoszenia lokat w bezpieczne aktywa, a więc takie jak złoto, zwłaszcza po gwałtownych w poniedziałek spadkach kursów akcji. Uncja złota na popołudniowym fixingu w Londynie kosztowała 331,9 USD, wobec 329,45 USD dzień wcześniej.

Na rynku metali dominowało oczekiwanie na to, co stanie się w Iraku. Zarówno obroty, jak i zmiany cen były w tej sytuacji niewielkie. Na Londyńskiej Giełdzie Metali za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono wczoraj 1685 USD, wobec 1686 w poniedziałek.