Czołowe firmy informatyczne w USA, takie jak Oracle, Microchip Technology, Applied Materials czy Gateway, starają się uzasadnić spadek cen swych akcji oraz bieżące trudności finansowe skomplikowaną sytuacją polityczną na świecie. Ich zdaniem, to wojna na Bliskim Wschodzie i związana z nią niepewność dotycząca koniunktury w gospodarce światowej powstrzymują amerykańskie przedsiębiorstwa przed składaniem zamówień na sprzęt komputerowy i oprogramowanie. Pogarsza to wyniki finansowe i odbija się ujemnie na notowaniach giełdowych.

Część inwestorów kwestionuje jednak tę teorię i przypomina, że w ostatnich latach firmy high-tech przytaczały wiele przyczyn swych niepowodzeń. Najpierw był to ogólny spadek notowań na rynku akcji, później zbyt mocny dolar i pierwsza od ponad dziesięciu lat recesja, wreszcie skutki ataku terrorystycznego na USA. Teraz przyszła kolej na wojnę.

Uczestnicy rynku uważają, że konflikt w Zatoce Perskiej jest tylko wygodną wymówką, a zasadnicza przyczyna tkwi w sztucznym wyśrubowaniu cen akcji firm informatycznych w końcu minionej dekady. Niesłychany boom w tej branży pobudził bowiem inwestycje, zmuszając poszczególne przedsiębiorstwa high-tech do pozyskiwania środków finansowych na rynku kapitałowym. Hossa skończyła się szybko i w końcu 2000 r. zaczął się spadek notowań, który trwa do dziś. Dla niektórych ekonomistów nie był on zaskoczeniem. Jeszcze przed ogólnym załamaniem na giełdach porównywali oni sztucznie nakręconą koniunkturę w branży informatycznej z fascynacją radiem i samochodami w latach 20. Gwałtowny rozwój ich produkcji przyczynił się w znacznej mierze do boomu, któremu położył kres Wielki Kryzys.