Kraje objęte cłami będą teraz mogły wprowadzić karne cła na amerykańskie produkty. Biały Dom zapowiedział odwołanie się od decyzji. Decyzję WTO ogłoszono w okresie złych stosunków między USA a Unią Europejską oraz innymi krajami będącymi eksporterami stali. Aby nie zaostrzać napięcia, Bruksela zareagowała na orzeczenie Światowej Organizacji Handlu w bardzo stonowany sposób.
20 marca ub.r. Stany Zjednoczone wprowadziły stawki celne na importowane produkty stalowe z krajów stosujących rzekomo praktyki dumpingowe. Karne taryfy sięgały nawet 30%. Było to najpoważniejsze posunięcie protekcjonistyczne w krajach rozwiniętych w ostatnich latach. Celem wprowadzenia ceł była ochrona amerykańskiego hutnictwa, które znalazło się w ostrym kryzysie ze względu na napływ tanich produktów stalowych z zagranicy. Od 1997 r. zbankrutowało w USA co najmniej 31 spółek hutniczych. Z decyzji nie byli jednak zadowoleni odbiorcy stali, którzy używają tego surowca do produkcji różnych towarów.
Podwyżki taryf dotknęły głównie największych eksporterów stali, takich jak Chiny, Rosja, Japonia, Korea Południowa, Brazylia i Ukraina. Przeciwko posunięciu administracji zaprotestowała także Unia Europejska. Spośród państw członkowskich Unii najbardziej ucierpiały wskutek amerykańskich ceł Niemcy, Francja, Holandia, Belgia, Włochy i Szwecja, dostarczające na rynek amerykański wyroby płaskie.
Sankcje nie obejmowały krajów będących członkami NAFTA (Kanada, Meksyk), a także niektórych krajów rozwijających się. Najbardziej poszkodowane kraje zaskarżyły decyzję USA do Światowej Organizacji Handlu. Administracja utrzymywała jednak, że karne cła nie naruszały reguł narzuconych przez WTO. Światowa Organizacja Handlu skonsolidowała wszystkie skargi związane z karnymi cłami na stal i rozpatrzyła je wspólnie.
Zarówno administracja Busha, jak i jeszcze poprzednia - Billa Clintona - znajdują się od lat pod naciskiem wewnętrznego lobby związków zawodowych i zarządów koncernów stalowych, które domagały się wprowadzenia nawet 40-procentowych ceł.