Najwięcej traciły rynki państw--przeciwników wojny. Francuski CAC 40 stracił przeszło 5%, natomiast niemiecki DAX 3,4%. Jedynym wygranym była giełda japońska. Nikkei 225 jako jedyny wzrósł o 2,9%.
Stany Zjednoczone
Poprzedni tydzień był niezwykle udany dla amerykańskich rynków akcji. Średnia przemysłowa zyskała 8,4%, co okazuje się największą zwyżką od października 1982 roku. Wzrosty miały miejsce także na pozostałych indeksach (S&P 500 - 7,5% i Nasdaq Composite - 6%). Aktywność popytu nie jest jednak wieczna i w ostatnim tygodniu zauważalnie spadł zapał do kupowania po coraz wyższych cenach. Indeksy prawie zamarły. S&P 500 i DJIA testują długoterminowe średnie kroczące. Najlepiej jest na giełdzie technologicznej. Nasdaq Composite wciąż utrzymuje się powyżej SK-100. To oznaka siły tego rynku. Niestety, dwa najważniejsze indeksy (S&P 500 i Nasdaq Composite) z niepowodzeniem zmagały się przed kilkoma sesjami z długoterminowymi liniami trendu spadkowego. Po raz drugi w ciągu ostatnich miesięcy kupujący musieli spasować i do głosu doszła podaż.
W poczynania inwestorów wkradła się niepewność. Najlepiej o chwiejności ich zachowań świadczą wskaźniki nastroju. Przed decyzją koalicji amerykańskiej o wystosowaniu ultimatum reżimowi irackiemu AAII Index pokazywał przewagę inwestorów pesymistycznie nastawionych do przyszłości rynków akcji (51,4% niedźwiedzi, wobec 34,3% byków). Po bezskutecznym upłynięciu terminu ultimatum i wybuchu drugiej wojny w Zatoce przewagę zdobyli optymiści (42,9% byków i 38,1% niedźwiedzi). Rzadko się zdarza, że z tygodnia na tydzień opinia inwestorów ulega takim zmianom.
Optymistyczny scenariusz rozwoju wydarzeń na froncie w Iraku można już sobie darować. Wojna z pewnością nie potrwa kilka tygodni. Kilkanaście miesięcy również nie jest tak oczywiste. Groźba użycia broni chemicznej i biologicznej wydaje się dość realna. Warunki meteorologiczne (burze piaskowe) także nie sprzyjają szybkiemu posuwaniu się wojsk koalicji. Incydenty na granicy iracko-irańskiej zwiększają ryzyko eskalacji konfliktu w regionie. Strategia sprzymierzonych, zakładająca chirurgiczne uderzenia, które pozwalają niwelować straty w ludności cywilnej, jest niewątpliwie słuszna choćby z politycznego punktu widzenia. Niestety, wojska irackie zajmują pozycje w dużych skupiskach miejskich, używając ludności cywilnej jako żywych tarcz i/lub walcząc bez mundurów. A to oznacza, że ataki koalicji amerykańskiej muszą być niezwykle precyzyjne i zabiorą dużo czasu.