W poprzednim artykule dotyczącym rynku walutowego (PARKIET z 22-24 lutego) przedstawiliśmy gamę instrumentów walutowych na polskim rynku. Wśród nich znalazły się m.in. te przeznaczone głównie dla spekulantów. Były to kontrakty terminowe, obejmujące w zależności od miejsca notowania od 10 tys. (GPW - tylko kontrakty USD/PLN i EUR/PLN i WGT - kontrakty USD/PLN, EUR/PLN, CHF/PLN i EUR/USD) poprzez 50 tys. (platforma TMS do handlu na Foreksie) i 100 tys. (inne platformy Foreksowe) aż do 125 tys. (Chicago Mercantile Exchange - CME) jednostek danej waluty. Różne też były wymagania kapitałowe potrzebne do rozpoczęcia inwestycji w te instrumenty. Na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych i Warszawskiej Giełdzie Towarowej wystarczy wnieść wstępny depozyt (ok. 1,5 tys. zł na GPW i niecałe 1 tys. zł na WGT). Na platformach Foreksowych minimalne wpłaty wahają się pomiędzy 8-50 tys. zł, a w biurze maklerskim Erste Securities, oferującym polskim klientom kontrakty na CME, 100 tys. zł. Każdy z tych instrumentów różni się też wielkością dźwigni finansowej, uzależnionej od wartości pobieranego depozytu. Na platformach depozyt wynosi od 500 do 2,5 tys. USD, na CME 3 tys. USD.
Ponad 100% w jeden dzień
Przyjrzyjmy się temu, jak duże ryzyko przyjmuje na siebie inwestor, który postanowił otworzyć pozycję na oferowanym przez wszystkie wymienione firmy kontrakcie EUR/USD i dysponuje jedynie minimalnym wymaganym kapitałem. Musi uwzględnić zmienność notowań tej pary walut. Można ją obliczyć przy pomocy wskaźnika True Range. Od 2000 r. maksymalne wartości tego wskaźnika wynosiły w kolejnych latach odpowiednio: 0,045; 0,03; 0,024 i 0,026. W praktyce oznaczają one dla inwestora poziom straty, jaką może ponieść w ciągu jednej sesji. Oczywiście sesji o tak dużej zmienności jest kilka w roku. Przez pozostały czas zmienność jest znacznie mniejsza, ale trudno zakładać, że akurat przy rozpoczęciu inwestowania na rynku walutowym nie trafimy na taki dzień.
Może on oznaczać dla naszego kapitału kolosalne straty. Jak widać w tabeli 1. zarówno przy zaangażowaniu na WGT i na Foreksie (za pośrednictwem platformy Efix) w kilku przypadkach przekraczają one całą wielkość minimalnego kapitału. W latach 2000 i 2001 również na futures na WIG20 w jeden dzień można było stracić więcej niż cały wnoszony przy otwarciu pozycji depozyt (dla uproszczenia przyjąłem w obliczeniach depozyt dla FW20 w wysokości 10%).
W kolejnych dwóch latach maksymalna zmienność była już dużo niższa. Znacznie bezpieczniej jest, gdy inwestujemy za pośrednictwem TMS lub na CME, gdzie jednodniowa strata nie zabiera więcej niż jedną czwartą minimalnego kapitału, wymaganego do rozpoczęcia inwestycji. To i tak wciąż bardzo dużo. Czy to oznacza, że z mniejszymi pieniędzmi nie ma co zaczynać "zabawy" z rynkiem walutowym? W takiej sytuacji są dwa wyjścia. Pierwsze - bardzo blisko ustawiane zlecenia stop-loss (będą one niedopasowane do zmienności rynku). Często będą "wyrzucać" z rynku i uniemożliwiać skuteczne inwestowanie. Drugie - przy akceptacji większego poziomu ryzyka nasze inwestycje będą przypominać obstawianie czerwonych lub czarnych w ruletce, w sytuacji gdy w ręku mamy tylko kilka żetonów. Wystarczy nawet krótka seria nietrafnych decyzji, by z naszego kapitału nic nie zostało.