W programie naprawy finansów publicznych proponuje się liniowe opodatkowanie wszystkich tzw. dochodów z kapitału. Podatek w wysokości 20% zapłaciliby i oszczędzający w bankach, i inwestorzy giełdowi. Co ważne, zrobiliby to według tych samych zasad, mieliby te same możliwości rozliczania strat, a od strony technicznej rozliczenie wyglądałoby podobnie.
- Podatek liniowy w tym przypadku to korzystne rozwiązanie. Mielibyśmy jednakową stawkę od wszystkich typów dochodów z kapitału - uważa Michał Stolarek z kancelarii White&Case.
Jedna stawka oznacza neutralność podatkową dla rynku. Przy wyborze rodzaju inwestycji sprawy fiskalne nie będą miały tak dużego znaczenia, jak obecnie. Takie same zasady rozliczeń spowodują zaś, że nie będzie żadnych przeszkód, żeby traktować dochody z różnych typów kapitałów pieniężnych jako pochodzące z jednego źródła. Dochód z jednego instrumentu (np. lokat) będzie można pomniejszyć o stratę z innego (np. akcji).
- W rozliczeniu rocznym będzie można podać jako podstawę do opodatkowania różnicę między jednym a drugim. Jeśli wystąpi strata, to można ją będzie rozliczyć w ciągu kolejnych pięciu lat - mówi Michał Stolarek.
Poza tym rozwiązanie proponowane przez resort finansów będzie technicznie wygodniejsze dla podatnika. Ministerstwo zakłada, że to biura maklerskie i banki będą płatnikami podatku. Nie powinno być też problemu z rozliczaniem zaliczek. Co prawda instytucje te nie będą znały aktualnego salda wszystkich inwestycji swojego klienta, więc zaczną wpłacać pieniądze do urzędów skarbowych, choćby ogólny bilans był ujemny. - Wówczas przy rozliczeniu rocznym wystąpi nadpłata. Podatnik będzie mógł zażądać jej zwrotu - ocenia prawnik White & Case.