Od kilku tygodni indeks WIG20 cechuje niska zmienność. Oznacza ona, że żadnej ze stron nie udaje się przejąć inicjatywy. Efektem jest trend horyzontalny, który utrzymuje się w segmencie spółek o największej kapitalizacji już od końca stycznia tego roku.
Ostatnie cztery sesje stoją pod znakiem spadków. W poniedziałek doszło nawet do utworzenia luki bessy. Tym samym WIG20 przełamał i oddalił się od krótkoterminowej średniej kroczącej. Z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia niedawno. 17 marca br. WIG20 zniżkował i utworzył czarną świecę o długim korpusie mającą o wiele groźniejszą dla posiadaczy akcji wymowę niż wczorajsza. Niestety gruntownemu spadkowi indeksu wówczas towarzyszyły całkiem inne wskazania ze strony oscylatorów. Wtedy oscylatory znajdowały się w strefach neutralnych. Obecnie zaś od kilku sesji zachęcają do pozbywania się krajowych walorów. Takie zachowanie wskaźników sugeruje, że indeks będzie zniżkował co najmniej do 1070 pkt., gdzie znajduje się kilkunastomiesięczna linia wsparcia (od października 2001 roku). Obroty istotnie wzrosły. W niczym nie przypominają skromnego ubiegłotygodniowego wolumenu. To akurat nie jest typową cechą trendu spadkowego. Zazwyczaj wymiana na zniżce spada. Może to wskazywać, że inwestorzy z dłuższą perspektywą przystępują do skupowania spadających akcji.
Rynek polski zachowuje się zgodnie z trendem światowym. Wydarzenia na Bliskim Wschodzie zniechęcają inwestorów do kupowania akcji. Następstwem tego są spadki bądź w najlepszym razie trend boczny. Trend horyzontalny nie jest na rękę żadnej ze stron uczestniczących w obrocie. Nie daje możliwości ani zarabiania na posiadaniu akcji ani na krótkiej sprzedaży. Na rynku brak jakichkolwiek informacji bądź z otoczenia gospodarczego, bądź finansów firm, które świadczyłyby o tym, że nadszedł czas kupowania akcji. Warto o tym pamiętać i poczekać, aż na rynku wykrystalizuje się zdecydowany trend. Na razie go nie widać.