Marzenia o szybkiej i łatwej wojnie zostały drastycznie rozwiane podczas weekendu. Nic nie pomogły zapewnienia amerykańskich wojskowych i rządowej administracji, że wszystko idzie zgodnie z planem. Inwestorzy wiedzą swoje i bardzo się tej wiedzy obawiają. Spowolnienie ofensywy to bowiem nie tylko duże koszty ekonomiczne, ale też polityczne i propagandowe.
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Już azjatyckie giełdy zanotowały mocne spadki, ciągnąc przy tym amerykańskie kontrakty i robiąc fatalną atmosferę dla całego Eurolandu. Niezależnie, jak mocno fundusze chciałyby na naszym rynku "zagrać" pod zbliżające się unijne głosowania i referenda, to nie ma takiej siły, która przy kilkuprocentowej przecenie rynku węgierskiego i niemieckiego wymusiłaby wzrost na GPW. Byliśmy wprawdzie mocniejsi od wspomnianych indeksów, ale żaden byk jeszcze na mniejszych spadkach nie zarobił.
Wczoraj zarabiały tylko niedźwiedzie, i to już luką bessy na otwarcie. Biorąc pod uwagę, że następuje ona po odbiciu od górnego ograniczenia konsolidacji oraz że spadki na rynku akcji miały miejsce przy znacząco większym obrocie, to obraz techniczny wygląda nieco dramatycznie. Oczywiście, teoretycznie można uznawać wczorajszy spadek za prawe ramie odwróconej głowy z ramionami (RGR), ale podobnie jak nie widziałem wcześniejszej analogicznej formacji, tak i teraz zamykam oczy. Rynek już zdążył mnie nauczyć, że w bessie formacji zapowiadających wzrosty nigdy nie należy wyprzedzać. Zresztą spór o to jest czysto teoretyczny, bo sygnałem kupna byłoby i tak przejście oporu wyznaczającego obszar konsolidacji. Wcześniej jednak czeka wczorajsza luka bessy, a jej zamknięcie byłoby możliwe chyba tylko przy giełdowej schizofrenii, uznającej wojenne okienko za korzystne dla rynku. Wsparciem są minima z początku marca.