Jeszcze do środy Biały Dom ostro obstawał przy pełnej wersji prezydenckiego projektu, który obejmował m.in. całkowite zniesienie podatku od dywidend oraz szybsze obniżanie progów w podatkach dochodowych oraz od dochodów z inwestycji.

Obie izby Kongresu w odmienny sposób potraktowały propozycję prezydenta. Senat USA postanowił kilka dni temu zmniejszyć rozmiary cięć o połowę - do 350 mld USD w ciągu 10 lat. O decyzji zadecydowały głosy kilku republikanów, którzy zdecydowali się poprzeć alternatywny projekt zgłoszony przez demokratów. Natomiast w projekcie przyszłorocznego budżetu, przyjętego wstępnie przez Izbę Reprezentantów, znalazły się się wszystkie założenia projektu Białego Domu.

Według rzecznika prasowego prezydenta Ari Fleischera, dalszy los reformy będzie zależał od przetargów między Senatem a Izbą Reprezentantów. Wypowiedzi Fleischera i kilku innych osób z otoczenia Busha odebrano jako pogodzenie się z faktem, że ostateczna suma cięć będzie mniejsza od pierwotnych założeń. Ostrą walkę o każdego dolara zapowiada wciąż sekretarz skarbu John Snow, według którego pole kompromisu jest niewielkie. - Obstajemy przy pakiecie prezydenta - zadeklarował Snow po zamkniętym spotkaniu w Białym Domu, w którym uczestniczyło 13 ekonomistów z Wall Street.

Na Kapitolu najbardziej prominentni senatorzy i kongresmeni nie mają wątpliwości, że ostateczna suma cięć podatkowych mieścić się będzie pomiędzy 350 mld a 728 mld USD. Wspólna komisja obu izb zaczęła już uzgadniać ostateczny tekst nowej ustawy. Wiele wskazuje jednak na to, że nie dojdzie do całkowitej likwidacji podatków od dywidend korporacyjnych, budzącej jak dotąd największe kontrowersje.