Inwestorzy nie wątpią, że koalicja amerykańska zwycięży. Ze świecą w ręku trzeba byłoby szukać, poza światem arabskim, ludzi przekonanych o porażce Ameryki w konflikcie. Spory dotyczą czasu trwania walki oraz przyszłości Iraku po zakończeniu działań wojennych. Silny wzrost indeksów w tygodniu (średnia przemysłowa zyskała najwięcej od października 1982 roku), kiedy administracja republikańska postawiła ultimatum i wybuchła wojna, dowodzą, że zmagania na Bliskim Wschodzie mają znaczny wpływ na koniunkturę na rynkach akcji.
Inwestorzy bacznie obserwują sytuację na froncie. Ich oczekiwania były wygórowane. Sądzili, że w ciągu kilku dni reżim Saddama Husajna upadnie. Dziś wiedzą, że wojna nie będzie repliką poprzedniej operacji w Zatoce w 1991 roku. Ich złudzenia zostały rozwiane, co wiązało się z wyprzedażą akcji.
Obecnie jesteśmy w fazie, kiedy giełdy dyskontują ryzyko, że wojna wymknie się spod kontroli (czas, zasięg geograficzny, koszty ludzkie i finansowe).
Spadki w wyniku konfliktów zbrojnych, kryzysów politycznych czy gospodarczych nie są niczym osobliwym. Kiedy problemy znikają, optymizm na nowo rozkwita wśród inwestorów. Zgodnie z obliczeniami amerykańskiej firmy analitycznej Ned Davis Research średnia przemysłowa (DJIA) spadała o przeszło 6% w obliczu takich wydarzeń. Następnie z reguły koniunktura poprawiała się i DJIA zwyżkował przeciętnie w ciągu 126 sesji (odpowiednik 6 miesięcy kalendarzowych) o ponad 9%.
Tyle historyczne dane statystyczne. Bez wątpienia także tym razem inwestorzy spodziewają się, że równocześnie z zakończeniem drugiej wojny w Zatoce wzrost powróci na rynki akcji. W 6 miesięcy od operacji Pustynna Burza średnia przemysłowa zyskała 15%. Czy dwucyfrowy wzrost będzie miał również i teraz miejsce?