Wczorajsza sesja przyniosła zmasowany atak byków i zmianę tendencji na giełdach europejskich. Na wykresie DAX przełamana została spadkowa linia trendu, obejmująca ostatnie 12 miesięcy notowań. Na trzy godziny przed zamknięciem sesji indeks znajdował się ponad marcowym szczytem (2715 pkt), który ukształtowany został przy okazji pierwszej fali wojennej hossy. W trakcie ostrego zrywu w połowie marca DAX zyskał 23%. Gdyby skala wzrostu i tym razem miała być podobna, to indeks niemieckiego rynku akcji powinien osiągnąć 3 tys. punktów. Jeśli zamknięcie dzisiejszej sesji wypadnie w okolicach 2,8 tys. pkt, to okaże się, że do pokonania zostanie tylko 7%. Wzrost będzie tyleż dynamiczny, co krótki. Być może zasadne jest użycie do obliczenia zasięgu wzrostu DAX odwróconej głowy z ramionami, z linią szyi na poziomie 2700 pkt. To podwyższa prognozę zwyżki do 3300 pkt. Widoczna na wykresie formacja to za mało, żeby zakończyć trwającą już trzy lata bessę. Niemniej mamy do czynienia z największą korektą spadku od półtora roku. W czasie wzrostu zapoczątkowanego we wrześniu 2001 roku indeks DAX zyskał ponad 40%.

Opory o podobnym ciężarze gatunkowym przełamane zostały także na wykresach CAC-40 i FT--SE 100. Trend średnioterminowy w Europie jest od wczoraj wzrostowy.

Nieco inna jest sytuacja techniczna indeksów amerykańskich. O krok od zmiany trendu jest także Nasdaq Composite, który zmaga się ze spadkową linią obejmującą ostatnie cztery miesiące. Zamknięcie sesji ponad 1420 pkt sprawi, że scenariusz zgodnie z którym na wykresie kształtuje się rozszerzony trójkąt (grozi to spadkiem do 1200 pkt), przestanie być aktualny. W razie wybicia ponad wspomnianą wartość możliwe stanie się osiągnięcie przez Nasdaq Composite 1700 pkt.

Spółki tradycyjne, reprezentowane przez indeks S&P 500, kontynuują trend boczny i trudno przypuszczać, żeby sytuacja ta miała ulec zmianie w najbliższym czasie. Choć z tego powodu, że wskaźnik znajduje się niemal dokładnie w połowie, rozciągającej się między 780 i 960 pkt., konsolidacji.