- Na razie nie widzę potrzeby obniżania kursu złotego. Konieczna jest natomiast jego stabilizacja - stwierdził R. Michalski podczas czatu internetowego. Nie chciał jednak powiedzieć, jakie narzędzia chce w tym celu wykorzystać MF.
Wiceminister poinformował również, że resort nie zrezygnował z planów zakupu na rynku walut potrzebnych do obsługi zadłużenia zagranicznego. - Całą logistykę mamy już gotową - stwierdził. Przyznał jednak, że w tej chwili zagraniczne waluty są za drogie. Musiałyby potanieć o co najmniej 5%.
- Po tej wypowiedzi inwestorzy zaczęli kupować złotego, ale była to reakcja chwilowa - mówi Artur Wróbel, dealer walutowy z Banku Handlowego. W ciągu dnia notowania naszej waluty w zasadzie się nie zmieniły. Po południu dolar kosztował 4,06 zł. Według Ernesta Pytlarczyka, analityka z BH, wypowiedź wiceministra mogła być kolejną próbą werbalnej interwencji na rynku. Po trwającej od końca stycznia przecenie, w ostatnich dniach złoty zaczął zyskiwać na wartości.
Wiceminister poinformował również, że w drugiej połowie roku resort zaoferuje nowe obligacje. W planach jest m.in. wprowadzenie papierów denominowanych w euro. Mają być one dostępne zarówno dla dużych inwestorów, jak i osób fizycznych.
R. Michalski powiedział też, że rozmowy z NBP w sprawie wykorzystania tzw. rezerwy rewaluacyjnej są na etapie "uzgodnień technicznych". Jego zdaniem, rezerwa mogłaby posłużyć do sfinansowania wydatków związanych z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Ale, jak stwierdził, będzie to zależało od woli obu stron. - Nie może być tak, że bank centralny nie bierze pod uwagę potrzeb ogólnokrajowych - stwierdził wiceminister.