Największe źródło przychodów stanowić będzie dochód z akcyz od paliw płynnych w wysokości 1,7 mld zł rocznie. - Nie mamy zamiaru wnioskować o podwyższenie stawki akcyzy na paliwo ani o zwiększenie udziału inwestycji na drogach krajowych w ogólnych dochodach akcyzowych, które obecnie wynoszą 12% - powiedział nam Andrzej Piłat, wiceminister infrastruktury. Ministerstwo wycofało się z podniesienia akcyzy na rzecz opłaty doliczanej do litra paliwa, by nie dzielić się dochodami z tego tytułu z resortem finansów. Gdyby bowiem podniesiono akcyzę na paliwa, tylko 12% dodatkowego dochodu trafiałoby na inwestycję na drogach krajowych.
Fundusz zarobi 3 mld zł rocznie
Do funduszu autostradowego mają także wpływać dochody z winiet od samochodów ciężarowych, różnego rodzaju opłaty pobierane dziś przez państwo, np. za umieszczenie bilboardów w pasie drogowym, kary i mandaty nakładane przez inspekcję drogową, a także opłaty od koncesjonariuszy budujących autostrady. W zamyśle resortu infrastruktury wszystkie autostrady będą płatne. Zdaniem Andrzeja Piłata, w programie MI nie znalazły się ostatecznie tzw. opłaty rejestracyjne, które przypominają kontrowersyjne winiety forsowane do niedawna przez wicepremiera i szefa resortu infrastruktury Marka Pola.
Wszystkie źródła łącznie mają wygenerować dochody na poziomie 3 mld zł rocznie. - To założenia wstępne, które mogą jeszcze ulec zmianie. Wystarczy przecież, że któryś z naszych pomysłów na generowanie dochodów nie zyska akceptacji rządu czy parlamentu i dochody od razu spadają o kilkaset milionów - mówi A. Piłat. W jego opinii, gdyby fundusz autostradowy zyskiwał 3 mld zł rocznie, mógłby zaciągnąć kredyty pod zastaw tej kwoty w wysokości trzy razy większej. Pieniądze takie w zupełności wystarczyłyby na realizację programu budowy autostrad.
Projekt w maju na rządzie