Od momentu, gdy sprawa Enrona ujrzała światło dzienne, zarówno regulatorzy, jak i akcjonariusze kładą nacisk na to, aby roli audytora i doradcy spółek nie pełnił ten sam podmiot. Tej presji uległy już niemal wszystkie firmy audytorskie z Wielkiej Czwórki. PricewaterhouseCoopers sprzedał swoje konsultingowe ramię IBM. Podobne kroki podjęły KPMG i Ernst & Young.
Tylko Deloitte & Touche prowadzi w dalszym ciągu obie działalności. W ubiegłym miesiącu firma zrezygnowała z wydzielenia doradczego oddziału w drodze wykupu menedżerskiego. Decyzję tę zarząd tłumaczył niekorzystnymi warunkami rynkowymi, takimi jak niższe niż do tej pory wydatki firm na konsulting i trudności w uzyskaniu kredytowania operacji.
- Obecnie bardzo skrupulatnie dba się o to, aby audytem wyników finansowych i doradzaniem spółce zajmowały się dwie różne firmy - wyjaśnia Jerry Dubrowski, rzecznik General Motors. Koncern w 2001 r. zapłacił D&T za doradztwo 49 mln USD. - Ze względu na to, że Deloitte postanowił nie rozdzielać działalności, postanowiliśmy nie korzystać z usług konsultingowych firmy - mówi Dubrowski.
Być może na podobny krok zdecyduje się inny klient firmy - największy fundusz emerytalny w USA - California Public Employees Retirement System (CalPers), który inwestuje również w Polsce. Pat Macht, rzecznik prasowy funduszu, poinformowała, że funkcja Deloitte & Touche będzie przedmiotem dyskusji na najbliższym walnym zgromadzeniu.
Tymczasem władze Deloitte nie obawiają się spadku przychodów. - Tylko niewielki procent przychodów z konsultingu pochodzi od klientów, dla których prowadzimy również audyt wyników finansowych - wyjaśnia Deborah Harrington, rzecznik D&T.