Pierwszy kwartał obecnego roku przyniósł kontynuację wzrostu wartości euro w stosunku do amerykańskiego dolara. Po okresie konsolidacji, trwającym od połowy lipca do grudnia 2002 r., przybrała ona znów na sile w grudniu ub.r. Inwestorzy mniej zwracali uwagę na napływające na rynek dane ekonomiczne, wskazujące na słabszą kondycję gospodarki Eurolandu w porównaniu z amerykańską, a dyskontowali głównie nadchodzącą wojnę z Irakiem, mogącą przyczynić się do osłabienia koniunktury w USA. Z chwilą gdy atak na Irak został przesądzony, w pierwszej połowie marca nastąpiła spektakularna realizacja zysków z euro. Tylko w 4 dni dolar umocnił się z 1,104 do 1,063. Później inwestorzy opanowali emocje i zaczęli stopniowo wracać do wspólnej waluty. Sprzyjały temu słabe dane makroekonomiczne z USA, ostrzegające przed możliwością ponownego osłabienia koniunktury. Korzystne dla euro są również różnice w poziomie podstawowych stóp procentowych. Według większości analityków, amerykański bank centralny nie zdecyduje się na ich podniesienie w tym roku, co podtrzymywać będzie presję na wzrost kursu euro względem dolara.
Słabość złotego
W przygotowanym zestawieniu uwagę zwraca słabość polskiego złotego. W odniesieniu do euro przez pierwsze trzy miesiące bieżącego roku obniżył on swój kurs o ponad 11% i o blisko 7% względem dolara. Z jednej strony było to bardzo korzystne dla eksporterów. Wielomiesięczne próby osłabienia złotego, które nasiliły się wraz z objęciem stanowiska ministra finansów przez Grzegorza Kołodkę, nareszcie znalazły odbicie w jego cenie. Musimy jednak pamiętać, że organizm gospodarki działa trochę jak naczynia połączone. To co dobre dla jednych, jest niekorzystne dla drugich. Tutaj trzeba przede wszystkim wymienić tych, którzy zaciągnęli kredyty w obcych walutach. W kilka miesięcy koszty obsługi tych kredytów znacząco wzrosły. Osłabienie złotego oznacza również podrożenie importu. I tu nie do końca wiadomo, czy cieszyć się z tego, że polskie towary stają się bardziej konkurencyjne cenowo na rynku wewnętrznym w porównaniu z dobrami importowanymi, czy też martwić się tym, że drożeją przy tym dobra inwestycyjne, których nie da się zastąpić polskimi odpowiednikami. A przecież w tym roku naszą gospodarkę w górę miał ciągnąć wzrost wydatków inwestycyjnych. Teraz część projektów może stać się nieopłacalna i nie zostać wdrożona w życie.
Wyraźna słabość złotego jest wyrazem pewnego zaniepokojenia przyszłością naszej gospodarki. Nie można jej tłumaczyć tylko zmianą na gorsze postrzegania krajów z Europy Środkowowschodniej, gdyż zarówno węgierski forint, czeska, słowacka i estońska korona czy tolar słoweński traciły znacznie mniej.
Mocny dolar australijski