Reklama

Rozważania o stanie żołądka

Za niespełna trzy tygodnie zostanie nam tylko rok do magicznej daty 1 maja 2004 r. Tego dnia, jeśli wszystko pójdzie dobrze, Polska przystąpi do Unii Europejskiej. Oczekiwania są na miarę wydarzenia stulecia. Być może tylko odzyskanie niepodległości w 1918 r. i zwycięstwo nad Niemcami w 1945 r. mogą się równać w emocjonalnym odczuciu większości Polaków z tą chwilą. Parafrazując jednego z historyków amerykańskich, "będziemy obecni w momencie Stworzenia".

Publikacja: 12.04.2003 10:08

W nadchodzących miesiącach "gorączka sobotniej nocy" (1 maja przypadnie w sobotę) może nam przyćmić nieco trzeźwość myślenia. Dlatego już dzisiaj warto zejść z obłoków na ziemię. Wśród wygórowanych oczekiwań łatwo jest ominąć twarde realia i poddać się euforii chwili. Polacy są urodzonymi pesymistami, więc każda okazja do świętowania (np. sukcesy Adama Małysza) prowadzi do przesadnego optymizmu. Dlatego proponuję krok w tył i refleksję nad przyszłością kraju, ale bez frustrującego bagażu teraźniejszości i bez różowych okularów eurofilów.

Zacznijmy od stanu ducha, bo jest on komplementem stanu żołądka i ekonomiści słusznie przypisują obu spore znaczenie. Poprzednie fale rozszerzenia Unii przynosiły niewielką poprawę nastrojów wśród "nowych" Europejczyków. W niektórych przypadkach (np. w Skandynawii) można było nawet odczuć pewne rozczarowanie. Śmiem twierdzić, że w Polsce będzie inaczej. W ciągu kilkunastu następnych lat samopoczucie przeciętnego obywatela znacznie się poprawi. Od co najmniej dwóch pokoleń brakowało wiary w lepszą przyszłość. Przez ponad trzy pokolenia nie istniała wolność polityczna. Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat nowe generacje młodych mogą liczyć jednocześnie na parasol bezpieczeństwa terytorialnego, na suwerenność obywatelską i na współdecydowanie o znacznych zasobach budżetowych Wspólnoty. Przynależeliśmy od wielu pokoleń do drugiej ligi, a teraz przechodzimy do pierwszej, choć nadal jako słabsza drużyna.

A jak ze stanem żołądka? Pomimo wielu korzyści z członkostwa Polacy przez długie lata pozostaną biednymi kuzynami zachodnich sąsiadów. Symulacje ekonomiczne sugerują, że w ciągu dekady po przystąpieniu do EU, polski PKB przyrośnie o ok. 10 punktów proc., bezrobocie spadnie o 3%-4%, a inwestycje będą rosnąć o 30% szybciej, niż gdyby kraj pozostał poza Unią. Ale aby zrównać się poziomem siły nabywczej z obywatelami dzisiejszej Piętnastki w 2025 r., polska gospodarka musiałaby rozwijać się w tempie 6,2% w każdym z następnych dwudziestu lat. By dogonić Hiszpanię, potrzeba dynamiki 5,8%, Grecji 4,9%. To są wyzwania na miarę wielu dziesięcioleci. Jak pokazują przykłady Japonii, Korei czy Tajwanu, sukces gospodarczy - w najlepszych przypadkach - mierzy się pokoleniami.

Druga refleksja jest więc taka: Polska bardzo powoli będzie odrabiać dystans gospodarczy do reszty Europy. Następstwem będzie znaczna emigracja za chlebem. Wydaje mi się, że jej skala jest niedoszacowana w analizach, które widziałem. Być może wynika to z różnic w definicjach. Polacy bardziej będą przypominać Jugosłowian, którzy dojeżdżali na długie okresy pracy w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, ale uznawali się za rezydentów swojego kraju. Mniej liczni będą natomiast ci, którzy wyemigrują na dłużej lub na stałe. Jest prawdopodobne, że Polacy staną się największą diasporą na skalę europejską w ciągu krótkiego czasu.

Dochodzimy więc do pozornego paradoksu. Z dzisiejszej perspektywy apatii społecznej i rosnącej wrogości do administracji publicznej, jak można przewidywać poprawę stanu ducha? Oprócz tendencji, które nakreśliłem powyżej, mam jeszcze dwa argumenty na poparcie tej tezy. Po pierwsze, przynależność do Unii Europejskiej wzmocni poczucie polskości. Po prostu Polacy odczują większą potrzebę identyfikacji z własnym dziedzictwem. Po drugie, dojdzie jeszcze pozytywna zmiana nastrojów diaspory. Każda emigracja z czasem odwraca nastawienie do kraju pochodzenia, z początkowo neutralnego do pozytywnego.Przystąpienie Polski do UE będzie milowym krokiem cywilizacyjnym, ale droga do dobrobytu pozostanie na długie lata daleka. Realizm podpowiada mi jednak, że dzisiejsze obawy o stan ducha narodu są przesadzone. Wewnątrz Unii Polacy odbudują wiarę w siebie i swoją przyszłość.

Reklama
Reklama

autor jest sekretarzem

Towarzystwa Ekonomistów Polskich

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama