Ceny ropy naftowej od kilku dni wahały się na poziomie 24,5 USD za baryłkę, wykazując jednak lekką tendencję zniżkową. Sprzyjały temu oczywiście postępy wojsk sojuszniczych w operacji irackiej, ale przede wszystkim informacje o tym, że rosnąca podaż ropy coraz bardziej przewyższa malejący popyt na ten surowiec. Amerykanie i Brytyjczycy kontrolują już całkowicie południowe pola w Iraku, ale wydobycie będzie tam wznowione nie wcześniej niż za trzy miesiące, bo trzeba sprawdzić, czy instalacje nie są zaminowane lub uszkodzone. Wojska amerykańskie i kurdyjscy bojownicy zabezpieczyli też pola naftowe na północy i w najbliższych dniach mają tam przybyć specjaliści, by oszacować ewentualne zniszczenia. W każdym razie w połowie roku iracka ropa powinna wrócić na światowy rynek. Jeśli inni członkowie OPEC nadal będą przekraczali limity wydobycia, to cena ropy może spaść poniżej 20 USD za baryłkę. W marcu tylko Arabia Saudyjska produkowała dziennie o 1,5 mln baryłek więcej niż wynosiła przyznana jej kwota. Zapowiedziane na przyszły czwartek posiedzenie OPEC zapewne obniży te kontyngenty i to przekonanie pod koniec wczorajszej sesji spowodowało wzrost ceny ropy. Po południu na londyńskiej giełdzie baryłka ropy gatunku Brent z dostawą w maju kosztowała 24,96 USD, a więc o 21 centów więcej niż na piątkowym zamknięciu.
Cena złota na popołudniowym fixingu w Londynie spadła do 325,9 USD za uncję z 327 USD na koniec ub. tygodnia.
Tona miedzi kosztowała po południu w Londynie 1602 USD wobec 1605 USD na piątkowym zamknięciu.