Wilbo ma w obecnym czasie podobne kłopoty jak inne firmy, które starają się utrzymać budowaną przez wiele lat pozycję rynkową. W czasie spowolnienia gospodarczego ponosi ogromne koszty sprzedaży. Przy rosnących w 2002 roku o 6% przychodach ze sprzedaży, koszty obecności na rynku wzrosły o ponad 30%. Jak wyjaśniała na łamach Parkietu Marzena Chrostowska - szef biura zarządu spółki, na ich wysokość miały wpływ wydatki na akcje promocyjne w sieciach supermarketów. W roku bieżącym takich kosztów spółka już nie planuje. To rodzi obawy o możliwość utrzymania jej udziału w polskim rynku produkcji owoców morza (szacowany na 45%), ryb mrożonych i konserw rybnych (po około 20%).
Zasięg prawie zrealizowany
Od strony analizy technicznej kurs akcji jest bardzo blisko osiągnięcia zasięgu spadków, wynikającego z wybicia w dół z kilkuletniego trendu bocznego. Przybliżone wartości wyznaczające zakres wahań można było określić na 2,20 zł dla dolnego ograniczenia horyzontalnej tendencji oraz 3,20 dla jej górnego ograniczenia. Te same wartości liczone po lokalnych ekstremach ukształtowanych w latach 1999 i 2002 wynosiły odpowiednio 2,12 zł i 3,44 zł. Wybicie w dół z kanału oznaczać powinno zatem spadek przynajmniej do poziomu około 1,20-1,40 zł, co pozostawia potencjał dla ewentualnych zniżek rzędu 0,1-0,3 zł albo 7-20%. Wczorajsze zamknięcie to 1,55 zł.
Biorąc pod uwagę to, że kurs akcji nadal pozostaje pod linią trendu spadkowego, takiego scenariusza rozwoju zdarzeń nie można wykluczyć. Ta linia przebiega obecnie na poziomie 1,65 zł i stanowi, wraz ze średnimi kroczącymi z 15 i 45 sesji, najbliższą zaporę dla byków. Niepokoi, że sygnał sprzedaży ponownie powstał na dziennym MACD. O sile trendu może świadczyć także to, iż rynek zupełnie nie zareagował na powstałą wcześniej pozytywną dywergencję na tym wskaźniku. Dodatkowo kurs porusza się przy dolnym ograniczeniu wstęgi Bollingera, a sygnał taki dosyć dobrze zapowiadał przynajmniej korektę w trendzie głównym.
Czy to wystarczy, by podjąć decyzję o zakupie akcji przy obecnych poziomach cenowych? Wydaje się jednak, że nie. Nadal potencjalnym źródłem podaży (niekoniecznie zwracającym uwagę na techniczne sygnały) pozostają instytucje finansowe, które zgromadziły pokaźne pakiety akcji spółki. Co prawda, inwestorzy ci wprowadzili do rady nadzorczej dwóch swoich przedstawicieli, co sugerować może, iż zwiążą się ze spółką na dłużej. Jednak w przypadku gdyby okazało się, że "praca organiczna" nie przynosi rezultatów, mogą dalej pozbywać się akcji. Trudniej jest odpowiedzieć na pytanie, co mają robić ci, którzy te walory trzymają w portfelu. Sygnałów zakończenia tendencji malejącej nie widać. Prawie całkowite wypełnienie zasięgu spadków po opuszczeniu trendu bocznego, stwarza możliwość większego odbicia.