Pimco, na którego czele stoi 59-letni Bill Gross, zarabia na różnego rodzaju opłatach za zarządzanie funduszami inwestującymi w amerykańskie obligacje dwa razy więcej niż jego bezpośredni rywal, Fidelity - wyliczył Bloomberg. W 2002 r. Pimco przyciągnął 25,2 mld USD do swoich funduszy, podczas gdy Fidelity udało się zwiększyć aktywa tylko o 10,8 mld USD - podaje z kolei Financial Research Corp.

- Pimco okazał się diamentem wśród różnych inwestycji Allianza - twierdzi Juergen Lukasser, zarządzający z Constantia Privatbank w Wiedniu. Niemiecki ubezpieczyciel zapłacił w maju 2000 r. za 70-proc. udział w Pimco 3,3 mld USD. Zakup ten zbiegł się z końcem 18-letniej hossy na amerykańskim i światowym rynku akcji. Podczas bessy, która sprowadziła indeks S&P 500 48% poniżej poziomu z początku 2000 r., wielu inwestorów przerzuciło swoje pieniądze do funduszy obligacyjnych. W samym tylko 2002 r. przypływ środków do funduszy papierów dłużnych wyniósł w USA 140,5 mld USD, z czego 27,1 mld USD wcześniej ulokowane było w funduszach akcji. Właśnie Pimco udało się zyskać najwięcej. Obecnie roczne wpływy towarzystwa z opłat związanych z zarządzaniem funduszami obligacji wynoszą 1,02 mld USD. Jest to ponaddwukrotnie więcej niż osiąga Fidelity, który 60% aktywów utrzymuje w akcjach.

Skalę sukcesu funduszy obligacyjnych obrazuje fakt, że Pimco Total Return Fund stał się obecnie największym w USA pod względem aktywów funduszem inwestycyjnym. Ich wartość to 73 mld USD. Drugi jest Magellan, fundusz akcyjny należący do Fidelity, którego aktywa sięgają 54 mld USD.