A co z euro i dolarem amerykańskim?
Nie zachęcam do zadłużania się w tych walutach. Są one zbyt nieprzewidywalne. Jak bardzo mogą zmieniać się kursy euro czy dolara, pokazały szczególnie ostatnie wydarzenia. Znam osoby, które zaciągały kredyty w euro, gdy 1 euro kosztowało 3,6 zł, a ostatnio było to nawet 4,4 zł. Przy miesięcznej racie 100 euro oznacza to różnicę 80 zł. Ponadto banki, wcześniej zabezpieczając te kredyty, kupiły euro na rynku międzybankowym w sytuacji, gdy złoty był silniejszy i nie są obecnie skłonne do obniżki ich oprocentowania.
Z doświadczeń krajów przystępujących do Unii Europejskiej wynika jednak, że ich waluta znacząco się wcześniej umacniała, wzmocnienie to dochodziło nawet do 30%. Dla osób zadłużonych w walutach obcych to wymarzona sytuacja. Wziąć teraz kredyt w euro, gdy kosztuje ono ponad 4 zł i spłacać przy 3 zł. Może więc kredyt złotowy nie jest wcale aż tak atrakcyjny?
Faktycznie, złoty w stosunku do dolara amerykańskiego umacnia się już od czasu zaniechania stosowania mechanizmu pełzającej dewaluacji. Tego trendu wzmocnienia się złotego nie widać już w stosunku do euro - dwa lata temu euro kosztowało 3,40 zł, a teraz około 4,20. Przy spełnieniu pewnych warunków złoty może być silny jeszcze przez 2-3 lata. Jest tu wprawdzie dużo niewiadomych, ale możemy pospekulować w tonie optymistycznym: zbliżamy się do referendum, które zapowiada się korzystnie dla wejścia Polski do UE. Gdy dopisze frekwencja i referendum będzie na "tak", to już powinniśmy mieć euro poniżej 4 zł, nowy dobrze przyjęty przez świat finansowy rząd oraz nowa korzystnie postrzegana Rada Polityki Pieniężnej to już euro po 3,5-3,2 zł. Następnie okres przejściowy przed przystąpieniem do UE w maju 2004 r. to kolejne wzmocnienie - 3,2-3 zł za euro, a po wejściu do UE z kolei euforia z obecności w Unii i znów mocny złoty. Ale po tych spekulacjach widać, jak dużo elementów wchodzi w grę, do tego dochodzą jeszcze czynniki zewnętrzne i trudno z pewnością przewidzieć taki scenariusz. Jednak gdyby się spełnił, to posiadanie kredytu w walutach obcych byłoby korzystne, szczególnie dla osób, mogących wykorzystać ten okres na spłatę większych kwot, niż przewiduje to miesięczna rata i w ten sposób pozbyć się dużej części kredytu. Korzyści ze wzmocnienia złotego odczują również zadłużeni w frankach szwajcarskich, dlatego przy wyborze pomiędzy euro, dolarem i frankiem znów namawiałbym do najspokojniejszego w tym towarzystwie franka. Trzeba jednak też wziąć pod uwagę, że po przystąpieniu Polski do unii monetarnej ryzyko kursowe kredytów we frankach, będzie się rozpatrywało w relacji do euro i przeciętnemu PolakowiWraz z przystąpieniem do unii monetarnej kredyty złotowe i tak zostaną przeliczone na euro i w tym momencie kredyt w złotych okaże się bardzo niekorzystny. Weźmy miesięczną ratę 1000 zł, przy euro po 3 zł jest to równowartość 333 euro, a przy kursie 4 zł tylko 250. Czy nie jest to kolejny argument przeciwko kredytowi złotowemu, do którego tak namawiają obecnie banki, no i również Pan?
Trzeba rozróżnić kurs rynkowy od parytetu przeliczeniowego, który dla tej operacji zostanie ustalony administracyjnie. Musimy pamiętać, że trzeba tu będzie wyważyć interesy obu stron, bowiem jednego dnia ze złotego na euro będą musiały być przeliczone nie tylko kredyty, ale również wszystkie depozyty i inne lokaty. A dla posiadaczy oszczędności właśnie korzystne byłoby zastosowanie silnego złotego, bo zamiast 1000 zł na koncie, po wejściu do strefy euro mieliby np. 333 euro, a nie tylko 250. Parytet ten zgodnie z interesem kraju ustalą władze. Wicepremier Kołodko swego czasu mówił o kursie wymiany 4,35 zł za euro, ostatnio mówi już o 4,5 zł. NBP z kolei wspomina o 4 zł. Jest to jednak jeszcze odległa perspektywa - tak jak już wcześniej wspomniałem, wejścia Polski do strefy euro można się spodziewać nie wcześniej niż w 2007 r. - i trudno teraz stwierdzić, jak rzeczywiście będzie ten parytet wyglądał. Pewne jest jednak, że wyważony zostanie interes zarówno zadłużonych, jak i oszczędzających.
Dziękuję za rozmowę