Reklama

Najpierw złoty, potem frank

Z dr. Richardem Mbewe, głównym ekonomistą Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, rozmawia Halina Kochalska

Publikacja: 30.04.2003 09:57

Co by Pan poradził osobom zaciągającym kredyt mieszkaniowy?

Przede wszystkim, by pamiętali o tym, że kredyt ten ma charakter długoterminowy, spłaca się go kilkanaście lat albo i dłużej. Choć bank rozważa głównie naszą obecną sytuację finansową, kredytobiorca powinien myśleć o tym, jaka jest jego zdolność spłaty kredytu w przyszłości. Musi analizować warunki rynkowe pod kątem swojej osoby.

W jakiej walucie zadłużyłby się Pan na te kilkanaście lat?

W tej chwili zachęcam do kredytów w złotym. Złoty nie jest narażony na ryzyko kursowe, a dodatkowo cena kredytów w rodzimej walucie cały czas spada i będzie spadać. Wynika to m.in. z założeń, że kolejnym krokiem po przystąpieniu Polski do UE ma być wstąpienie do unii monetarnej. Co do tego zgodni są prawie wszyscy, żebyśmy byli gotowi do wejścia do strefy euro, konieczne jest dalsze obniżanie stóp procentowych. W zależności od postępów m.in. w tej dziedzinie, euro powinno zastąpić złotego w 2007, 2008 lub 2010 r.

Drugą walutą, którą bym proponował przy kredytach mieszkaniowych, to frank szwajcarski. Głównie dlatego, że nie jest narażony na silne wahania, wzmocnieniem zareagował jedynie na wybuch wojny. Ponadto stosunkowo niskie jest oprocentowanie tych kredytów. Na świecie jest to 0,75%, w Polsce nowe kredyty kosztują ok. 2,5%, a stare 3,5-4,5% rocznie.

Reklama
Reklama

A co z euro i dolarem amerykańskim?

Nie zachęcam do zadłużania się w tych walutach. Są one zbyt nieprzewidywalne. Jak bardzo mogą zmieniać się kursy euro czy dolara, pokazały szczególnie ostatnie wydarzenia. Znam osoby, które zaciągały kredyty w euro, gdy 1 euro kosztowało 3,6 zł, a ostatnio było to nawet 4,4 zł. Przy miesięcznej racie 100 euro oznacza to różnicę 80 zł. Ponadto banki, wcześniej zabezpieczając te kredyty, kupiły euro na rynku międzybankowym w sytuacji, gdy złoty był silniejszy i nie są obecnie skłonne do obniżki ich oprocentowania.

Z doświadczeń krajów przystępujących do Unii Europejskiej wynika jednak, że ich waluta znacząco się wcześniej umacniała, wzmocnienie to dochodziło nawet do 30%. Dla osób zadłużonych w walutach obcych to wymarzona sytuacja. Wziąć teraz kredyt w euro, gdy kosztuje ono ponad 4 zł i spłacać przy 3 zł. Może więc kredyt złotowy nie jest wcale aż tak atrakcyjny?

Faktycznie, złoty w stosunku do dolara amerykańskiego umacnia się już od czasu zaniechania stosowania mechanizmu pełzającej dewaluacji. Tego trendu wzmocnienia się złotego nie widać już w stosunku do euro - dwa lata temu euro kosztowało 3,40 zł, a teraz około 4,20. Przy spełnieniu pewnych warunków złoty może być silny jeszcze przez 2-3 lata. Jest tu wprawdzie dużo niewiadomych, ale możemy pospekulować w tonie optymistycznym: zbliżamy się do referendum, które zapowiada się korzystnie dla wejścia Polski do UE. Gdy dopisze frekwencja i referendum będzie na "tak", to już powinniśmy mieć euro poniżej 4 zł, nowy dobrze przyjęty przez świat finansowy rząd oraz nowa korzystnie postrzegana Rada Polityki Pieniężnej to już euro po 3,5-3,2 zł. Następnie okres przejściowy przed przystąpieniem do UE w maju 2004 r. to kolejne wzmocnienie - 3,2-3 zł za euro, a po wejściu do UE z kolei euforia z obecności w Unii i znów mocny złoty. Ale po tych spekulacjach widać, jak dużo elementów wchodzi w grę, do tego dochodzą jeszcze czynniki zewnętrzne i trudno z pewnością przewidzieć taki scenariusz. Jednak gdyby się spełnił, to posiadanie kredytu w walutach obcych byłoby korzystne, szczególnie dla osób, mogących wykorzystać ten okres na spłatę większych kwot, niż przewiduje to miesięczna rata i w ten sposób pozbyć się dużej części kredytu. Korzyści ze wzmocnienia złotego odczują również zadłużeni w frankach szwajcarskich, dlatego przy wyborze pomiędzy euro, dolarem i frankiem znów namawiałbym do najspokojniejszego w tym towarzystwie franka. Trzeba jednak też wziąć pod uwagę, że po przystąpieniu Polski do unii monetarnej ryzyko kursowe kredytów we frankach, będzie się rozpatrywało w relacji do euro i przeciętnemu PolakowiWraz z przystąpieniem do unii monetarnej kredyty złotowe i tak zostaną przeliczone na euro i w tym momencie kredyt w złotych okaże się bardzo niekorzystny. Weźmy miesięczną ratę 1000 zł, przy euro po 3 zł jest to równowartość 333 euro, a przy kursie 4 zł tylko 250. Czy nie jest to kolejny argument przeciwko kredytowi złotowemu, do którego tak namawiają obecnie banki, no i również Pan?

Trzeba rozróżnić kurs rynkowy od parytetu przeliczeniowego, który dla tej operacji zostanie ustalony administracyjnie. Musimy pamiętać, że trzeba tu będzie wyważyć interesy obu stron, bowiem jednego dnia ze złotego na euro będą musiały być przeliczone nie tylko kredyty, ale również wszystkie depozyty i inne lokaty. A dla posiadaczy oszczędności właśnie korzystne byłoby zastosowanie silnego złotego, bo zamiast 1000 zł na koncie, po wejściu do strefy euro mieliby np. 333 euro, a nie tylko 250. Parytet ten zgodnie z interesem kraju ustalą władze. Wicepremier Kołodko swego czasu mówił o kursie wymiany 4,35 zł za euro, ostatnio mówi już o 4,5 zł. NBP z kolei wspomina o 4 zł. Jest to jednak jeszcze odległa perspektywa - tak jak już wcześniej wspomniałem, wejścia Polski do strefy euro można się spodziewać nie wcześniej niż w 2007 r. - i trudno teraz stwierdzić, jak rzeczywiście będzie ten parytet wyglądał. Pewne jest jednak, że wyważony zostanie interes zarówno zadłużonych, jak i oszczędzających.

Dziękuję za rozmowę

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama