Najciekawsza była sesja środowa, gdy wkrótce po otwarciu zaczęła się gwałtowna wyprzedaż banków. Ich spadki przekraczały 3%, a WIG20 w pewnym momencie spadł nawet do 1090,6 punktów. Od tego poziomu rozpoczęło się mozolne odrabianie strat - ostatecznie na wykresie została utworzona świeczka przypominająca kształtem młot. Znane jest powszechnie twierdzenie, że spadki kończą się paniką, a z taką niewątpliwie w środę mieliśmy do czynienia. Towarzyszyły temu duże obroty, przez co sesję tę należy traktować jako dzień odwrotu. Wzrost w piątek był już tylko formalnością, choć działo się to na mniejszych obrotach. Było one jednak i tak spore w porównaniu z tym, czego można było oczekiwać po sesji, gdy większość inwestorów wyjechała na długi weekend.
WIG20 wygląda nieźle
na wykresie dziennym...
Pomimo spadku w trakcie sesji w środę, indeks największych spółek WIG20 zdołał utrzymać się ponad- dwumiesięczną linią trendu wzrostowego. Obecnie przebiega ona na poziomie 1118 pkt. Jest to najbliższe wsparcie, ale ważniejszy jest poziom 1090 pkt. Nie o wsparciach należy jednak pisać w przededniu wzrostów, ale o oporach. Tym najpoważniejszym jest dwuletnia linia trendu spadkowego (biorąca początek w styczniu 2002 r.), która aktualnie znajduje się na poziomie 1175 pkt. Wcześniej mamy kwietniowy szczyt na 1167 pkt oraz 1150 pkt.
Oscylatory przedstawiają się pozytywnie - MACD zdołał ostatecznie utrzymać się ponad poziomem równowagi, Stochastic wygenerował sygnał kupna. Także układ średnich kroczących jest typowy dla trendu wzrostowego.