Można ubolewać, że wyścig jest negatywny, ale niestety - prawdziwy. Po półtora roku ta ekipa ma rekordowe wyniki, jeśli chodzi o złe oceny i spadek popularności. To efekt braku poważnych działań, które dawałyby nadzieję na poprawę sytuacji gospodarczej. A przypominam, że cztery wielkie reformy rządu AWS-UW były już wprowadzane po pierwszym roku. Zarzut zaniechania nie powinien być kierowany do wszystkich bez wyjątku. Jeśli już, to należy się on obecnej władzy, która skupia się na demontowaniu tego, co rozpoczęła poprzednia.
Ale to obecna władza - a dokładniej minister gospodarki i pracy Jerzy Hausner - proponował wszystkim partnerom społecznym pakt dla pracy, który miał być narzędziem walki z bezrobociem. Solidarność nie chciała nawet o nim rozmawiać, za co była zresztą powszechnie krytykowana.
Uznaliśmy to przedsięwzięcie za pewien szyld i akcję polityczną. Wtedy nie było jeszcze mowy ani o programie Grzegorza Kołodki, ani o programie Jerzego Hausnera. Próbowano nas wciągnąć pod jakieś sztandary polityczne, nie objawiając zupełnie, co się za nimi kryje. Odmówiliśmy występowania pod tymi sztandarami, ale nie odrzuciliśmy rozmów. Pracodawcy zaproponowali podjęcie dialogu w ramach ustawowych kompetencji Komisji Trójstronnej. Zgodziliśmy się na rozmowy w tym trybie.
A jaka jest różnica między trybem zaproponowanym przez ministra Hausnera, a tym, na który zgodziła się Solidarność?
W pierwszym przypadku, zanim określono, o czym mamy rozmawiać, ogłoszono wielkie idee jakiegoś paktu dla pracy i rozwoju. W ogóle nie było pewności, czy będziemy w stanie się w jakichś sprawach porozumieć. Zresztą w ogóle nie było wiadomo, o jakie konkrety chodzi. Domagaliśmy się, żeby odwrócić tę kolejność: najpierw porozmawiać o problemach, wyjaśnić sobie, co poszczególne strony uważają za najważniejsze i gdzie widzą możliwość kompromisu. A potem ubrać to w jakiś pakt, który dałoby się podpisać.
Plan naprawy finansów publicznych Solidarność również kontestuje.