Naukowcy podkreślają, że po wejściu do Unii będziemy mieli raczej do czynienia z czasowymi wyjazdami do pracy. Z otwarcia europejskich rynków w największym stopniu skorzystają osoby podejmujące pracę w rolnictwie, hotelarstwie czy budownictwie.

W dłuższym okresie, w związku z wyższymi żądaniami płacowymi, część polskich pracowników może zostać wyparta przez tańszą siłę roboczą z innych państw (np. byłych republik radzieckich), co spowoduje ich powrót do kraju. Skala powrotów z zagranicy będzie jednak zależała od radykalnej poprawy sytuacji na rynku pracy i możliwości znalezienia zatrudnienia w Polsce.

Bariery w dostępie do rynków pracy będą kształtowane indywidualnie przez poszczególne państwa członkowskie. Podczas negocjacji ustalony został maksymalnie 7-letni okres przejściowy, podzielony na trzy podokresy. Państwa Unii będą mogły go skrócić, jeżeli uznają, że wystarczy okres 2- lub 5-letni. Dania, Grecja, Holandia, Irlandia, Szwecja oraz Wielka Brytania zadeklarowały, że całkowicie otworzą swoje granice już od momentu przystąpienia nowych państw do UE. Największe obawy przed destabilizacją rynku pracy mają kraje sąsiadujące z kandydatami do Unii - Austria i Niemcy.