Wciąż nie ma rozstrzygnięcia co do kierunku długoterminowego trendu na amerykańskim rynku akcji. Wprawdzie S&P 500 konsekwentnie zwiększa swoją wartość, ale w dalszym ciągu indeks znajduje się poniżej oporu na poziomie 950 pkt (wykres tygodniowy). Przypomnę: na tej wysokości znajduje się górne ograniczenie 10-miesięcznego trendu bocznego oraz długoterminowa linia trendu spadkowego, biorąca początek jeszcze we wrześniu 2002 roku. Wybicie ponad tę wartość będzie oznaczać zmianę tendencji w perspektywie kilku najbliższych miesięcy. Dodatkowo, wybicie w górę doprowadzi pewnie do załamania, kreślonej przez niektórych analityków, kilkuletniej formacji głowy z ramionami. Takiego rozwoju wydarzeń na pewno życzyliby sobie posiadacze akcji.
Ale jest też druga strona medalu, związana z tak zwanym "scenariuszem japońskim". Zgodnie z nim, S&P 500 powiela ruchy japońskiego Nikkei 225 z przed mniej więcej 10 lat. Po wybiciu z bardzo podobnej głowy z ramionami, Nikkei 225 przez 9 lat poruszał się w trendzie bocznym, nie przekraczając linii szyi formacji, z której się wybił. Zatem kontynuacja scenariusza "japońskiego" na amerykańskim rynku akcji będzie oznaczać powrót do bessy. Sygnałem, że tak właśnie się dzieje, będzie spadek S&P 500 na zamknięcie sesji poniżej 895 pkt.
Bez większych kłopotów trend wzrostowy rozwija się na rynku zaawansowanych technologii. Nasdaq Composite ustabilizował się powyżej 1500 pkt, co jest najwyższą wartością od czerwca 2002 roku. Przy założeniu, że obecna zwyżka będzie miała ten sam rozmiar co fala wzrostowa z października-listopada 2002 roku, rynek wciąż ma 8-proc. potencjał wzrostowy.
Powyżej poziomu 3 tys. pkt przebił się niemiecki DAX. Choć wszystko wskazuje na to, że sesja środowa zakończy się stratą, to jednak zwyżka jest na tyle ustabilizowana, że trudno mówić o jej zagrożeniu. Wydaje się, że wraz z Nasdaq niemiecki rynek akcji będzie kontynuował w najbliższym czasie wzrosty.