Niezdecydowanie inwestorów wciąż trwa. Wydają się oni być coraz bardziej zagubieni. Stan ten spotęgowany jest rosnącymi mimo wszystko indeksami giełd zachodnich, co stwarza nadzieję, że i nasz parkiet przyłączy się do zwyżki. Przez to techniczne sygnały, choć liczne, są w ostatnim czasie mniej wiarygodne, a i samo prognozowanie jest bardzo utrudnione. Wydaje się, że przyglądanie się tej sytuacji z boku jest od jakiegoś czasu najbezpieczniejsze.
Jeśli jednak ktoś chce koniecznie pozostawać na rynku, sugerowałbym długą pozycję. Przemawia za tym kilka kruchych argumentów. Wciąż broni się linia trendu wzrostowego, łącząca między innymi podstawy świec z 5 i 17 marca. Do tej pory jakiekolwiek naruszenie tej prostej nie przekraczało kilku promili. Dodatkowe wsparcie stanowią średnie kroczące z 45 i 15 sesji (choć sygnały kupna lub sprzedaży z nich płynące w tej chwili mają ograniczone znaczenie).
Trwającej konsolidacji towarzyszy zmniejszona aktywność inwestorów, co również nie przesądza o kierunku przyszłego ruchu. Wśród wskaźników technicznych najbardziej optymistycznie prezentuje się MACD. Zakończył on trend spadkowy tuż ponad linią równowagi i przebił od dołu średnią. Na dzień dzisiejszy istnieje jednak zagrożenie ponownego spadku w okolice poziomu 0. Pewną wskazówkę może dawać RSI, który raczej definitywnie zakończył dynamiczny 3-miesięczny trend wzrostowy. Wykres kontraktów na WIG20 z jednej strony walczy ze wsparciem, a z drugiej ma już zaledwie kilkanaście punktów do oporu w postaci linii trendu łączącej wierzchołki ze stycznia i kwietnia. Uważam, że najbardziej prawdopodobne jest, że z tej strefy wykres wyjdzie bokiem, a ewentualna próba przełamania oporu na poziomie 1190 pkt. będzie znów nieudana.