Podczas wykładu na Uniwersytecie w Cambridge Paul Myners, były dyrektor Gartmore Investment Management podkreślił, że rosnąca różnica między zarobkami dyrektorów generalnych i pracowników jest nie do zaakceptowania. W ostatnich tygodniach prasa brytyjska opisuje coraz to nowsze przypadki sutych odpraw dla szefów firm, które za ich zarządu poważnie straciły na wartości. Według Mynersa, firmy powinny porównywać zarobki szefów nie z pensjami ich odpowiedników w innych przedsiębiorstwach, ale ze wzrostem płacy przeciętnego pracownika firmy.

Myners zaatakował również zarządy funduszy inwestycyjnych w sprawie kontroli relacji z wielkimi korporacjami. Zdaniem Mynersa, stałą i niepokojącą praktyką jest relegowanie osób odpowiedzialnych za informowanie o niewłaściwych praktykach korporacji i powierzanie tych zadań pracownikom o małym doświadczeniu lub nieznanych zarządowi.

Kwestia hojnych odpraw dla szefów firm, za których kadencji spółki dokonywały cięć kadrowych, wzbudza ostatnio w Wielkiej Brytanii największe emocje. Zdaniem Mynersa, konieczne jest wprowadzenie praktyki skorelowania odprawy z ceną akcji w momencie opuszczenia firmy. W ten sposób firmy, których akcje poważnie straciły na wartości, nie wypłacałyby tzw. golden handshake (wysokich odpraw) swoim byłym szefom. Nie wszyscy jednak podzielają opinię Mynersa. Geoff Lindey, strateg finansowy ds. zarządu korporacjami w NAFP, uważa, że byłby to zabieg obosieczny. - Nawet kiepsko zarządzanym firmom idzie nieźle podczas hossy. Pomysł Mynersa jest kusząco prosty, ale może mieć odwrotne od zamierzonych rezultaty - kwituje Lindey.