Oburzenie wywołały zwłaszcza przypadki pokaźnych wynagrodzeń dla szefów firm, które poważnie straciły na wartości i zmuszone były zwalniać tysiące pracowników - m.in szefa firmy fonograficznej EMI Kena Berry'ego, dyrektora generalnego telekomu - Telewest - Adama Singera oraz kierującego niegdyś inną firmą telekomunikacyjną - Marconi - Johna Mayo. Jedną z bardziej głośnych tego typu spraw była rezygnacja dyrektorów koncernu ubezpieczeniowego Standard Life. Na pożegnanie dostali oni premie w wysokości 2 mln funtów, podczas gdy posiadaczom polis zredukowano dywidendy.
Zdaniem Whittama Smitha, który zarządza funduszem inwestycyjnym Kościoła anglikańskiego o aktywach szacowanych na 3,5 mld funtów, zagadnienie wykracza poza sprawy finansowe i świadczy o "niemoralnym" podejściu do biznesu. Zapowiedział on regularne uczestnictwo w dorocznych walnych zgromadzeniach akcjonariuszy, gdzie będzie bezkompromisowo atakował rozdęte pakiety wynagrodzeń zarządów. - Dyrektorzy chyba oślepli i nie widzą, co się dzieje na ryku - powiedział BBC Whittam Smith.
Nie do przyjęcia są jego zdaniem "nagrody za porażkę", czyli odprawy dla szefów firm, które wskutek złego zarządzania poważnie straciły na wartości. - Czekam na jakąś spółkę, która swoją polityką płacową naprawdę doprowadzi mnie do furii, wtedy narobię hałasu. Najwyższy czas, by akcjonariusze powiedzieli, co na ten temat sądzą - ostrzegł szef funduszu najpopularniejszego na Wyspach Kościoła.
Whittam Smith nie jest w swoim sprzeciwie odosobniony. Rząd brytyjski zapowiedział plany ukrócenia praktyki wypłacania gigantycznych odpraw dla odchodzących menedżerów. Departament Handlu i Przemysłu niebawem ma opublikować dokument w tej sprawie. Spekuluje się, że zrealizowane mogą być żądania akcjonariuszy, którzy chcą ustanowienia stałej i bezpośredniej zależności między finansową kondycją firmy, a premiami dyrektorów.