Cena ropy naftowej znowu wczoraj wzrosła i surowiec ten był najdroższy od 1 kwietnia. Przyczyną zwyżki cen były obawy, że USA i inne kraje uprzemysłowione nie zdołają uzupełnić zapasów przed rozpoczynającym się pod koniec maja sezonem urlopowym na półkuli północnej, w którym znacznie wzrasta popyt na benzynę. Jeszcze kilka tygodni analitycy tego rynku zgodnie ostrzegali przed nadmierną podażą ropy, a tymczasem stan zapasów znalazł się poniżej bezpiecznego poziomu. Potwierdził to popołudniowy raport Departamentu Energetyki, z którego wynika, że w tygodniu zakończonym 9 maja zapasy ropy w USA spadły o 2,7 mln baryłek, do 284,5 mln. Ta wiadomość spowodowała jeszcze większy wzrost ceny ropy. Na londyńskiej giełdzie paliwowej za baryłkę z dostawą w czerwcu płacono po południu 26,24 USD, a więc o 34 centy więcej niż na wtorkowym zamknięciu.

Miedź trochę wczoraj staniała, co zapewne było reakcją na zwyżkę ceny tego metalu od 2 maja o 90 USD, a więc o 5,6%. Cena miedzi rosła na sześciu z siedmiu ostatnich sesji, gdyż analitycy spodziewali się wzmocnienia amerykańskiej gospodarki w II półroczu, a więc zwiększenia produkcji samochodów, pralek i innych towarów zawierających miedź. Doszli też ostatnio do wniosku, że epidemia SARS nie zmniejszy popytu w Chinach. Po południu za tonę miedzi z dostawą za trzy miesiące płacono na londyńskiej giełdzie 1674 USD, a więc o 2 USD mniej niż we wtorek.

Cena złota spadła wczoraj poniżej 350 USD za uncję w wyniku kolejnego umocnienia się dolara wobec euro i innych głównych walut. Na londyńskiej giełdzie uncja złota z natychmiastową dostawą była notowana po południu po 349 USD.