Dekoniunktura gospodarcza w Niemczech oddziałuje na sytuację w całej Europie, gdyż największe od pięciu lat bezrobocie zmniejsza wydatki konsumpcyjne. - Jesteśmy bardzo bliscy recesji - powiedział agencji Bloomberga Dieter Wermuth, ekonomista z frankfurckiego UFJ Bank i były doradca niemieckiego rządu. - Spada zaufanie przedsiębiorców, zmniejszają się zamówienia, rośnie bezrobocie, a do tego doszła jeszcze aprecjacja euro.
W ub.r. niemiecka gospodarka rozwijała się w tempie najwolniejszym od dziesięciu lat, a wzrost po recesji z II półrocza 2001 r. był symboliczny. Bezrobocie wzrosło w kwietniu do 4,46 mln osób. Tylko Siemens, Deutsche Bank i Deutsche Telekom zlikwidowały w sumie ponad 100 tys. miejsc pracy.
Kurs euro umocnił się w I kwartale wobec dolara o 4%, a 12 maja osiągnął czteroletnie maksimum na poziomie 1,1624 dolara za euro. Aprecjacja wspólnej waluty o 25% wobec amerykańskiej w ciągu minionego roku okazała się "zabójcza dla eksportu" - powiedział Hans-Juergen Thaus, dyrektor finansowy niemieckiej spółki Krones, której maszyny przyklejają etykiety na opakowaniach z lekami Pfizera i wypełniają butelki szamponem L`Oreala. - Prawdopodobnie nie osiągniemy ożywienia wcześniej niż w przyszłym roku - dodał Thaus.
Publikowane właśnie raporty kwartalne niemieckich spółek potwierdzają, że nie ma co liczyć na ożywienie w najbliższym czasie. Volkswagen, DaimlerChrysler i Henkel zwróciły przy tym uwagę, że niekorzystnie na ich rentowność oddziałuje silne euro.
Ekonomiści spodziewali się wzrostu niemieckiego PKB o 0,2% w I kwartale. W porównaniu z takim samym okresem ub.r. zwiększył się on o 0,5%. Zaufanie niemieckich przedsiębiorców spadło w kwietniu do poziomu najniższego od 16 miesięcy. Rząd od czasu wrześniowych wyborów już trzy razy obniżał prognozy wzrostu.