Godząc się na dokapitalizowanie Resony, rząd zmienił jednocześnie swoje wcześniejsze stanowisko, które głosiło, że żaden z japońskich banków nie ma obecnie kłopotów finansowych. Wymagane ustawowo kapitały w Resona Holdings spadły poniżej minimalnego poziomu. Stało się to po tym, jak audytor nie zgodził się na wykorzystanie do załatania dziury tzw. "kredytów podatkowych". Jak twierdzi "Nihon Keizai" - jedna z japońskich gazet - bank poprosi do 30 maja br. o dostarczenie kwoty 2 bln jenów (prawie 17 mld USD), czyli siedmiokrotności jego wartości rynkowej.
"Kredyty podatkowe" to wartości księgowane przez banki, wynikające z różnic w ustawodawstwie rachunkowym i podatkowym. Normalnie instytucje księgują rezerwy na złe należności jako straty, podlegające odliczeniu od podstawy opodatkowania w okresie ich utworzenia. Japoński fiskus natomiast uznaje je dopiero wtedy, gdy dany dłużnik ogłosi bankructwo. "Kredyty podatkowe" odzwierciedlają właśnie tę lukę czasową, a w Polsce nazywa się je "aktywami z tytułu odroczonego podatku dochodowego". Co więcej, według przepisów, nie mogą one przekroczyć łącznie sumy pięcioletnich przychodów banku. Resona miała na tym koncie aż 435 mld jenów (3,6 mld USD, czyli 77% podstawowego kapitału własnego, tzw. Tier 1) i mogłoby to wystarczyć na sprowadzenie kapitałów banku do minimalnego poziomu. Decyzja audytora uniemożliwiła to jednak i spowodowała przymus obniżenia kapitału oraz powiększyła stratę netto.
- Można oczekiwać, że zmobilizuje to inne banki do poprawienia swoich standardów rachunkowości. Ta decyzja to zasadnicza zmiana podejścia do kwestii odroczonego podatku. Zmusi to banki do dostosowania się do standardów międzynarodowych - twierdzi Patrice Conxicoeur z Sinopia T&D Asset Management.
Po tej wiadomości o kilka do kilkunastu procent spadły na giełdzie w Tokio akcje większości japońskich banków. Inwestorzy pozbywali się tych walorów w obawie, że podobne problemy mogą mieć także inne, poza Resoną, instytucje kredytowe.