Napięcia w rządzie dotyczące poziomu dyscypliny fiskalnej potrzebnej do sfinansowania pierwszych kosztów wejścia do Unii Europejskiej mogą nawet spowodować odejście ministra finansów, Grzegorza Kołodki. Jego ambicja, by euro zastąpiło złotego w 2007 roku nie jest podzielana przez wszystkich ministrów.
Minister gospodarki i pracy Jerzy Hausner mówił niedawno, żeby nie fetyszyzować terminu wejścia do strefy euro, choć później oświadczył, że termin 2007-2008 jest również datą, którą popiera kierowany przez niego resort. Zanim to jednak nastąpi, w referendum minimum połowa wyborców musi zagłosować za wejściem Polski do Unii.
"Jeśli frekwencja przewyższy 50 procent, a Polacy powiedzą 'tak', dla rynku będzie to dobra wiadomość. Spadną premie za ryzyko, zwłaszcza w przypadku złotego. Rentowności obligacji mogą też lekko spaść" - powiedział Michał Dybuła, analityk z BNP Paribas.
Sondaże pokazują, że poparcie Polaków dla wejścia naszego kraju do Unii jest bardzo duże. Zdaniem obserwatorów polskie "tak" znalazło już w dużej mierze odzwierciedlenie w cenach papierów dłużnych, więc pole do dalszych wzrostów jest ograniczone. Pięcioletnie obligacje mają dziś rentowność 4,9 procent.
Tym niemniej pozostaje ryzyko, że niska frekwencja zmusi polityków do uruchomienia planu B, czyli ratyfikacji traktatu akcesyjnego przez parlament. Trybunał Konstytucyjny zajmie się zbadaniem zgodności z konstytucją przepisów, które pozwalają parlamentowi na podjęcie takiej decyzji 27 maja.