Tzw. wskaźnik optymizmu (liczony jako różnica między odsetkiem optymistów a pesymistów) dla Polski wynosi minus 22 punkty. W Europie gorzej swoją przyszłość widzą firmy w Niemczech (minus 37 punktów). Jednak w przypadku innych państw UE optymistów wśród przedsiębiorców jest więcej niż pesymistów. - Na przykład w Grecji, do której Polska będzie porównywana po wejściu do Unii, wskaźnik wyniósł 14 punktów - mówi Andrzej Kinast, prezes Grant Thornton Polska.
Z czego to wynika? Polscy menedżerowie są jednymi z największych pesymistów pod względem planów inwestycyjnych, oczekiwań wzrostu wartości obrotów i cen, prognoz rentowności i zwiększania zatrudnienia. Wskaźnik oczekiwań wzrostu sprzedaży dla Polski wynosi 29 punktów, natomiast dla Grecji 72. Podobne różnice są w przypadku planowanych inwestycji w sprzęt i wyposażenie: grecki wskaźnik to 67 punktów, polski - 30.
Zdaniem prezesa Kinasta szczególnie niebezpiecznie wyglądają wskaźniki prognoz wzrostu cen własnych produktów. W 2002 r. wskaźnik kształtował się w okolicach zera, na ten rok jest to już minus 20 punktów. Średnia dla Europy to 10 punktów.
- To bardzo niebezpieczne zjawisko, może prowadzić do deflacji. Taki trend właściwie świadczy o załamaniu rynku - mówi prezes Grant Thornton.
Nadal największą barierą w rozwoju działalności są przepisy prawne. Wskazało na nie 58% badanych. Tymczasem z podobnych ankiet, przeprowadzonych na całym świecie, wynika, że to biurokracja jest główną przeszkodą. Według przedstawicieli Konfederacji Pracodawców Polskich (która współpracowała przy sondażu), polski system prawny to jedna z przyczyn słabszej pozycji konkurencyjnej krajowych przedsiębiorstw po wejściu do UE. KPP przygotowała tzw. białą księgę, w której opisała największe, jej zdaniem, bariery w rozwoju przedsiębiorstw i sposoby ich przełamania. Jak powiedział minister gospodarki i pracy Jerzy Hausner, księga będzie załącznikiem do raportu o stanie małych i średnich firm, którym rząd miałby się zająć jeszcze przed referendum unijnym.