Środa przyniosła niewielki wzrost notowań na rynku naftowym. Pojawiły się bowiem obawy, że w związku ze zmniejszonym importem amerykańskie zapasy ropy utrzymają się na zbyt niskim poziomie. Niepokoju nie złagodziły najnowsze dane, które opublikował wczoraj Departament Energetyki. Wykazały one, że rezerwy tego surowca są o 11% mniejsze niż przed rokiem. Problem ten zaprząta coraz bardziej uwagę uczestników rynku, gdyż za kilka dni rozpoczyna się w Stanach Zjednoczonych sezon motoryzacyjny. Niepokój wywoływała też opóźniająca się debata dotycząca zniesienia przez ONZ sankcji wobec Iraku. Od decyzji w tej sprawie zależy bowiem w znacznym stopniu wznowienie, nawet na ograniczoną skalę, eksportu irackiej ropy naftowej. W Londynie za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lipcu płacono wczoraj po południu 26,19 USD, wobec 25,65 USD w końcu sesji wtorkowej.

Cena złota wykazywała najpierw skłonność do spadku, mimo niskiego kursu dolara do euro, który zwiększył atrakcyjność tego kruszcu dla nabywców w Europie. Do zniżki notowań przyczyniły się obawy, że epidemia SARS może zmniejszyć popyt fizyczny na ważnym rynku azjatyckim. Później tendencja spadkowa uległa odwróceniu i po południu cena złota wzrosła w Londynie do 369,25 USD za uncję, z 367,95 USD we wtorek. Do zmiany tej przyczyniła się groźba ataków terrorystycznych, zwiększająca zapotrzebowanie na bezpieczne lokaty kapitałów.

Miedź w kontraktach trzymiesięcznych zdrożała w Londynie do 1692 USD za tonę, z 1668 USD dzień wcześniej. Głównym powodem był oczekiwany spadek zapasów tego surowca, będących w dyspozycji Londyńskiej Giełdy Metali.