Poniedziałkowa, silna zniżka Dow Jonesa oraz będąca jej konsekwencją długa czarna świeca może nieco niepokoić posiadaczy akcji. Jednak, pomimo, że na korzyść niedźwiedzi przemawia jeszcze sygnał sprzedaży wygenerowany przed kilkoma dniami przez MACD, to w dalszym ciągu nie możemy mówić o zakończeniu, prawie trzymiesięcznego, trendu wzrostowego. Biorąc pod uwagę dotychczas wygenerowane sygnały oraz analizując strukturę obrotów, trudno jest uzasadnić taką tezę. Stąd też, dopóki nie powstaną kolejne sygnały sprzedaży lub też obroty nie zaczną potwierdzać spadków, możemy mówić tylko i wyłącznie o korekcie. I to pomimo, że w najbliższym czasie raczej nie ma co liczyć na kontynuację wzrostów, czyli dalszy wzrost indeksu wydaje się obecnie mało prawdopodobny. Tym samym test ostatnich maksimów to chyba wszystko, co byki zdołają "wydusić" ze Średniej Przemysłowej. W tej sytuacji chyba nie odkryję Ameryki, jeżeli powiem, że najbliższe 2-3 tygodnie upłyną pod znakiem trendu bocznego. Z jednej strony ograniczonego przez ostatni szczyt (8727 pkt), z drugiej zaś przez znajdująca się 400 pkt niżej średnią kroczącą ze 100 sesji.
Na rynku technologicznym mamy do czynienia z podobną sytuacją. Wykupienie, negatywna dywergencja na RSI oraz sygnał sprzedaży na MACD przemawiają na korzyść sprzedających. Z drugiej jednak strony, mniejszy wolumen towarzyszący ostatnim spadkom oraz brak formacji odwrócenia trendu wskazują, że mamy do czynienia z realizacją zysków po silnych wzrostach. Stanowisko to może zweryfikować dopiero spadek poniżej styczniowego szczytu (1461 pkt).
Analizując końcówki podobnych trendów w przeszłości, widać, że regułą było, że taką zmianę poprzedzała większa lub mniejsza konsolidacja. Nie widzę powodów, dla których teraz miałoby być inaczej. Dlatego też, przynajmniej jeszcze raz, Nasdaq powinien testować ostatni szczyt (1551 pkt). Dopiero kolejna porażka na tym poziomie może skutecznie zniechęcić byki.