Wczorajsze zachowanie Próchnika przypominało sesje z początku roku, których łódzka spółka była bohaterem.
Déjŕ vu?
Wówczas również rekordowym obrotom (wolumen sięgał nawet 900 tys. akcji) towarzyszyły silne wahania kursu - najpierw wzrosty, później niewiele mniej dynamiczne spadki. Podaż w znacznej części pochodziła wtedy od największego akcjonariusza - Narodowego Funduszu Inwestycyjnego Piast, który każdą poprawę koniunktury wykorzystywał do sprzedaży akcji. Na ostatnie walne spółki zarejestrował ponad 2,5 mln papierów (25% kapitału). Jeszcze kilka miesięcy wcześniej jego zaangażowanie sięgało prawie 50%. Popyt generowali głównie inwestorzy indywidualni, w tym giełdowi spekulanci. Świadczyło o tym m.in. zainteresowanie firmą na internetowych listach dyskusyjnych. Najprawdopodobniej historia się powtarza. Nie jest wykluczone, że konsekwentna wyprzedaż walorów doprowadzi do przejęcia kontroli nad Próchnikiem przez osoby fizyczne, tak jak to miało miejsce w innej odzieżowej firmie - Bytomiu. Żaden inwestor, jak dotychczas, nie poinformował jednak o przejęciu znaczącego pakietu akcji, co także wskazuje na udział w transakcjach drobnych graczy.
Gwałtowne zmiany notowań i wysokie obroty ściągnęły na spółkę uwagę KPWiG. - Analizowaliśmy zachowanie kursu Próchnika na początku roku - przyznaje Michał Stępniewski, rzecznik Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. - W pewnym momencie zwyżka sięgała przecież prawie 400% w skali kilku tygodni. Wyniki analizy nie skłoniły nas jednak do sporządzenia zawiadomienia do prokuratury.
Rzecznik zapewnia jednak, że Komisja przygląda się sprzedaży akcji przez NFI Piast. - Fundusz pozbył się części walorów, kiedy notowania były najwyższe. Badamy, na ile windowanie kursu mogło być efektem jego świadomej polityki - wyjaśnia M. Stępniewski.