Tzw. ogólny indeks biznesu PKPP (na który składają się wskaźniki sytuacji finansowej, makroekonomicznej, prognoz popytu i oceny otoczenia politycznego) liczony dla całego roku wyniósł w maju 43 punkty w 100-pkt. skali. To dokładnie tyle, ile w kwietniu. A to oznacza, że szanse na 3-3,5-proc. wzrost gospodarczy w tym roku, według ekonomistów biorących udział w badaniu, nadal są niewielkie. Według autorów opracowania, nawet ostatnie dane makro - np. te o znacznym wzroście produkcji przemysłowej - nie świadczą o trwałej poprawie koniunktury. Przede wszystkim dlatego, że słabo oceniane są perspektywy wzrostu popytu w najbliższych miesiącach. - Wygląda na to, że wyniki finansowe firm będą poprawiały się, zanim zwiększy się popyt wewnętrzny. W dużym stopniu polepszenie sytuacji finansowej wynika ze zwiększonego eksportu. Tylko pytanie, czy jest to efekt korzystnych zmian kursowych, czy też realnego wzrostu konkurencyjności przedsiębiorstw - mówi Stanisław Kubielas, ekspert PKPP.
Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku, ocenia, że wyższy eksport to efekt dekoniunktury w strefie euro. Jak mówi, za dobre wyniki eksporterów odpowiedzialne są słaby złoty i przesunięcie części popytu za granicą na produkty z Polski.
Ekonomiści zgadzają się jednak, że głównym czynnikiem ryzyka w najbliższych miesiącach będzie deficyt budżetowy. To jego wielkość będzie miała decydujący wpływ na działania Rady Polityki Pieniężnej i pośrednio na wzrost gospodarczy. - Ze szczątkowych informacji dotyczących programu wicepremiera Kołodki i ministra Hausnera wynika, że przyszłoroczny deficyt może wynieść 52-57 mld zł. To ok. 7% PKB. W takim przypadku osiągnięcie w przyszłym roku 4-proc. wzrostu PKB graniczyłoby z cudem - uważa Janusz Jankowiak.