Reklama

Kilka bardzo ważnych zasad

Żeby zacząć inwestować na rynku kontraktów terminowych, wystarczy otworzyć rachunek inwestycyjny w biurze maklerskim i wpłacić 1 tys. zł. Regularne odnoszenie sukcesów wymaga jednak nieco więcej wysiłku.

Publikacja: 29.05.2003 15:15

Jak wyjaśnialiśmy we wcześniejszych odcinkach, kontrakt terminowy można kupić lub sprzedać. Inwestor, który kupuje kontrakt terminowy, zajmuje pozycję długą. Będzie zarabiał, jeśli notowania instrumentu bazowego, którego futures dotyczy, wzrosną. Ten, kto sprzedaje kontrakt terminowy, zajmuje pozycję krótką. Odniesie sukces, kiedy kurs instrumentu bazowego będzie spadał. Żeby spróbować zainwestować, musimy mieć w ręku jakiś instrument, który pozwoli nam ocenić, czy zająć pozycję krótką, czy długą. Takim instrumentem jest analiza techniczna. Jak pisze w swojej książce "Podstawy analizy technicznej" Martin J. Pring, "sztuka analizy technicznej polega na rozpoznawaniu zmian trendu we wczesnej fazie i utrzymywanie odpowiednich pozycji inwestycyjnych do czasu, gdy pojawią się dostateczne dowody, świadczące o tym, że trend się odwrócił". To jest dokładnie to, czego potrzebujemy!

Zanim ruszymy na rynek i spróbujemy coś z niego uszczknąć dla siebie, powinniśmy przeczytać książkę, a najlepiej kilka książek poświęconych analizie technicznej. Na rynku dostępne są przynajmniej trzy pozycje, które dostatecznie wprowadzą nas w podstawy tej dziedziny: wspomniany już Martin J. Pring, John J. Murphy "Analiza techniczna" oraz Jack Schwager "Analiza techniczna rynków terminowych". Wszystkie wymienione pozycje ukazały się nakładem wydawnictwa WIG-Press, które specjalizuje się w książkach poświęconych rynkowi kapitałowemu.

Dlaczego

analiza techniczna

Analiza techniczna nie jest jedyną metodą, z której korzystają inwestorzy przy podejmowaniu decyzji. Wśród indywidualnych graczy bardzo popularna jest również analiza fundamentalna, próbująca ocenić wartość poszczególnych akcji poprzez badanie danych finansowych spółki, jej pozycji w branży i innych "fundamentalnych" czynników. Inwestorzy instytucjonalni, którzy dysponują ogromnymi zasobami finansowymi i których horyzont inwestycyjny jest z reguły dłuższy, stosują także analizę makroekonomiczną (czyli badają stan całej gospodarki). Bardzo często podstawowym kryterium wyboru akcji jest dla nich analiza portfelowa.

Reklama
Reklama

Żeby grać na rynku kontraktów, potrzebujemy narzędzia, które w miarę precyzyjnie podpowie, kiedy kupować akcje. Analitycy badający "fundamenty" spółki bardzo często uważają, że papiery jakiejś spółki są niedowartościowane i ich kurs powinien rosnąć. Na przykład, jedno z biur maklerskich uparcie twierdzi, podpierając się właśnie analizą fundamentalną, że akcje PGF warte są około 40-44 zł. I rzeczywiście, cena rynkowa czasem 40 zł osiąga, ale zdarzają się też okresy, kiedy odbiega od niej nawet o kilkadziesiąt procent. Trzymając te papiery dłuższy czas w portfelu, pewnie doczekamy się 40 zł. Ale na rynku kontraktów terminowych mamy z reguły bardzo wysoką dźwignię finansową i codzienny system rozliczeń, które sprawiają, że kilkudziesięcioprocentowe odchylenia od oczekiwanej przez nas ceny doprowadzi nas do bankructwa.

Najpopularniejsze na giełdzie warszawskiej kontrakty opiewają na indeks, w którego skład wchodzi 20 spółek (WIG20). Kupując bądź sprzedając kontrakt handlujemy pośrednio akcjami 20 przedsiębiorstw, których wpływ na indeks jest różny (i zmienia się każdego dnia). Oszacowanie wartości indeksu za pomocą analizy fundamentalnej będzie niezwykle trudne.

Trend jest naszym

przyjacielem

Praktycznie przez wszystkie książki traktujące o inwestowaniu na rynku kontraktów terminowych przewija się kilka żelaznych zasad, których każdy gracz powinien przestrzegać. Być może warto się z nimi zapoznać, nawet jeśli znajdujemy się dopiero na samym początku giełdowej przygody. Pierwsza podstawowa zasada mówi, że "trend jest twoim przyjacielem". Inne wersje tej samej zasady to: "Zawsze podążaj za trendem" i "Nigdy nie walcz z trendem".Patrząc na wykresy notowań spółek i indeksów można czasem odnieść wrażenie, że nie rządzą nimi żadne reguły. Notowania zmieniają się zupełnie przypadkowo; jednym słowem kompletny chaos. Być może tak jest rzeczywiście. Ale są też okresy, kiedy notowania całymi tygodniami podążają w jednym kierunku. Na przykład, między 8 listopada 1999 roku a 13 stycznia 2000 roku indeks WIG20 zanotował 28 wzrostowych sesji i 14 spadkowych. Średni wzrost wyniósł w tym czasie 2%, średni spadek tylko 1,1%. Możemy z całą pewnością stwierdzić, że w tym czasie rynek znajdował się w trendzie wzrostowym. Zajmując wówczas pozycję długą na rynku kontraktów na WIG20, mogliśmy osiągnąć znaczny zysk, będąc po stronie "krótkiej" ponosilibyśmy straty. Dlatego właśnie stosowanie zasady "Zawsze podążaj za trendem" jest takie ważne.

Jeszcze jeden aspekt zasady "Zawsze podążaj za trendem" jest wart podkreślenia. Inwestując zgodnie z kierunkiem, w którym porusza się rynek, z reguły dokonujemy mniej transakcji niż przy każdej innej strategii inwestycyjnej. Mniejsza liczba transakcji oznacza z reguły mniejsze koszty, co na dość drogim dla inwestorów polskim rynku nie jest bez znaczenia.

Reklama
Reklama

Akceptuj małe straty

i pozwól zyskom rosnąć

Szczególnie istotny jest pierwszy człon tej zasady. To najważniejsza reguła, która powinna rządzić naszym postępowaniem. Nawet jeśli okażemy się wyjątkowo uzdolnionymi analitykami, nie ma takiej możliwości, żebyśmy podejmowali same trafne decyzje. Kiedy już zdarzy się nam podjąć nietrafioną decyzję, powinniśmy zminimalizować jej skutki. Jest rzeczą oczywistą, że lepiej ponieść stratę małą niż dużą.

Jeśli zdarzyło nam się już inwestować na rynku akcji, zapewne zetknęliśmy się z sytuacją, kiedy notowania kupionych papierów spadły po naszym wejściu na rynek. Jedna spadkowa sesja z reguły nie robi na nas wrażenia, ale jeśli kurs rynkowy oddala się od ceny, po której kupiliśmy te akcje o 10%, zaczynamy podejrzewać, że coś jest nie tak. Jednak czy to na skutek niechęci do przyznania się do błędu, czy z jakichkolwiek innych przyczyn (możemy łudzić się nadzieją, że niekorzystny trend zmieni się), będziemy utrzymywać nie przynoszącą zysku pozycję. Dużo częściej niż zmiana niekorzystnego trendu zdarza się, że strata rośnie. Na rynku terminowym, na którym mamy dźwignię finansową i codzienny system rozliczeń, taka sytuacja to pewna droga do bankructwa. Zaakceptowanie małej straty daje nam szansę na zdobywanie dalszych doświadczeń, które w przyszłości pozwolą osiągnąć sukces. Utrata kapitału tych szans nas pozbawia.

Niemal równie trudno jak zaakceptować małą stratę jest pozwolić zyskom rosnąć. Czasem zdarza się, że zajmiemy pozycję na samym początku trendu. Poruszający się do tej pory w jednym kierunku, ale mimo wszystko dość ospały rynek zaczyna przyspieszać. Nasze zyski szybko rosną. Mimo że nie ma żadnych sygnałów, które mogą świadczyć o zakończeniu korzystnej tendencji, zarobione pieniądze zaczynają nas "parzyć". Zamykamy pozycję, często tylko po to, żeby ponownie ją otworzyć, kiedy okazuje się, że to nie był koniec trendu. Nie dość, że zwiększamy nasze koszty transakcyjne, to bardzo często zarządzając drugą, "odnowioną" pozycją, zachowujemy się dużo bardziej nerwowo.

Profesjonaliści, którzy utrzymują się z inwestowania na rynku, z reguły mniej więcej połowę transakcji kończą zyskiem. Tajemnica ich sukcesu tkwi właśnie w tym, że potrafią wyciągnąć maksimum korzyści z tych transakcji, które przynoszą im zysk i bardzo szybko zamykają pozycje powodujące straty.

Reklama
Reklama

Istnieje dużo więcej zasad dotyczących inwestowania oprócz "Zawsze podążaj za trendem" i "Akceptuj małe straty i pozwól zyskom rosnąć". Przestrzeganie tylko dwóch nie musi prowadzić do sukcesu. Możemy być jednak pewni, że nie stosując się do nich, nie przetrwamy na rynku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama