Czwartek przyniósł najpierw dalszy spadek notowań ropy naftowej ze względu na coraz bliższą perspektywę wznowienia eksportu przez Irak. Władze w Bagdadzie spodziewają się, że pierwsze dostawy tego surowca ruszą za dwa do trzech tygodni, początkowo z zapasów, a po usunięciu zniszczeń z bieżącej produkcji. Nad oczekiwanym wzrostem podaży przeważyły jednak obawy dotyczące malejących rezerw paliw płynnych w USA przed zbliżającym się szczytem sezonu motoryzacyjnego. Wczoraj poinformowano tam o niespodziewanym spadku zapasów benzyny. Ostatecznie ropa zdrożała, czemu nie zapobiegły wypowiedzi przedstawicieli państw OPEC, którzy wyrazili przekonanie, że podczas konferencji ministerialnej, zapowiedzianej na 11 czerwca, organizacja ta nie obniży limitów wydobycia. Po południu za baryłkę gatunku Brent z dostawą w lipcu płacono w Londynie 25,90 USD, wobec 25,65 USD w środę.
Skłonność do spadku wykazywały nadal notowania złota. W Londynie kruszec ten staniał po południu do 363,05 USD za uncję. Przyczyniło się do tego przejściowe przyhamowanie spadku kursu dolara, a także zwiększenie podaży przez producentów złota.
Tymczasem zdrożała miedź, do czego przyczyniły się dane statystyczne, które wykazały w pierwszym kwartale szybszy wzrost w gospodarce amerykańskiej. Liczono też, że zapowiedziane na dziś informacje o produkcji przemysłowej i nastrojach konsumentów potwierdzą poprawę koniunktury w USA. Kraj ten zajmuje drugie miejsce na świecie, jeżeli chodzi o zużycie miedzi. Tona tego metalu w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała wczoraj w Londynie 1704 USD, wobec 1693 USD dzień wcześniej.