W piątek byki podjęły dość odważną próbę sforsowania szerokiej bariery podażowej, jaką tworzą kwietniowe maksima (1183 pkt), 61,8-proc. zniesienie styczniowych spadków (1188 pkt) oraz luka bessy z 17 stycznia br. (1200-1216 pkt). W zasadzie to kluczowym oporem jest tu okno bessy. Jego pokonanie otworzy bowiem drogę do większych wzrostów. Dwa pierwsze opory, skutecznie powstrzymujące ostatnio napór kupujących do piątku, do godziny 15.00. tworzyły pierwszą linię frontu. Wówczas byki, zachęcone wydarzeniami na rynku kasowym (spore wzrosty banków), śmielej zaatakowały. Przy wydatnym udziale uciekających niedźwiedzi atak ten zakończył się sukcesem. Czerwcowa seria kontraktów zakończyła tydzień na poziomie 1189 pkt (najwyżej od 20 stycznia br.). Oczywiście sukces ten jest połowiczny. Byki będą mogły być zadowolone z siebie dopiero w momencie zamknięcia okna bessy z początku roku. Tylko czy to się uda?
Obserwując dotychczasowe zachowanie rynku, a dokładniej styl, w jakim od marca rośnie, próbując naśladować globalny rynek, należy wątpić, czy popyt stać na taki krok. Sądząc po utrzymującej się od trzech dni ujemnej bazie, tę wątpliwość wydaje się podzielać dość duża grupa inwestorów z rynku terminowego. Co prawda, ta jednomyślność graczy może przemawiać na korzyść kupujących. Wszak podobno większość zawsze się myli. Mając jednak w pamięci dotychczasowe zachowanie rynku, a także zwracając uwagę na rosnące zagrożenie spadkami na świecie (niezależnie czy będzie się to wiązało ze zmianą trendu, czy też jedynie z dużą korektą prawie trzymiesięcznych wzrostów), należy przypuszczać, że przyszłotygodniowy atak na 1200-1216 pkt ma małe szanse powodzenia.