Pierwsza sesja po unijnym referendum miała dwa oblicza. Początek poniedziałkowych notowań zaskoczył chyba zarówno euroentuzjastów, jak i eurosceptyków. Nie było powszechnie oczekiwanego sprzedawania poreferendalnych faktów, ale spokojny, wręcz senny (typowy dla GPW) handel. Około 14.30 rynek został wytrącony z tej równowagi - inicjatywę przejęła podaż. Harami powstałe po sesji nie nastraja zbyt optymistycznie, na razie jednak zdobycze, jakie stały się udziałem popytu w ubiegłym tygodniu, pozostały nietknięte.

Mowa o pokonaniu niezwykle istotnych z punktu widzenia AT 1200 pkt. Wyjątkowość tego poziomu, poza psychologicznym wymiarem, jest doskonale widoczna na wykresie opartym o zamknięcia sesji. W ubiegłą środę w miejscu tym spotykały się aż trzy linie trendu: długoterminowa linia trendu spadkowego, licząca sobie kilkanaście miesięcy, średnioterminowa tendencja spadkowa zapoczątkowana w grudniu ub.r. i wreszcie górne ograniczenie czteromiesięcznego kanału wzrostowego. Sforsowanie ostatniej z wymienionych barier teoretycznie otwiera drogę do aprecjacji indeksu o wysokość formacji, tj. około 60 pkt. Wcześniej indeks będzie musiał się zmierzyć z luką bessy ze stycznia br. W poniedziałek właśnie ta luka, rozciągająca się od 1223 po 1232 pkt, uniemożliwiła zwyżkę WIG20.

Najbliższą linią obrony jest czwartkowe doji (1210 pkt), poniżej znajdują się wymienione na wstępie linie trendu i 1200 pkt. Dość istotną informację niesie z sobą wykres siły relatywnej WIG20 / WIG, na którym zauważalne staje się umocnienie segmentu dużych spółek kosztem walorów o średniej kapitalizacji. Trzeba przyznać, że to sytuacja zdrowa, decydująca zwykle o trwałości trendu wzrostowego. Problem w tym, że w krótkim terminie owa siła przejawia się na razie tylko mniejszą skalą korekty.

Wtorkowa sesja w ogromnym stopniu zależy od tego czy dojdzie do realizacji groźnej formacji harami czy też nie; spadek i zamknięcie sesji poniżej wzmiankowanego już 1210 pkt. stanowiłby sygnał sprzedaży.