Wbrew przewidywaniom ekonomistów, węgierski bank centralny podwyższył wczoraj podstawową stopę procentową do 7,5%. Zaostrzenie polityki pieniężnej ma wzmocnić miejscową walutę i tym samym zapobiec nasileniu tendencji inflacyjnych. Według banku centralnego, optymalny kurs forinta to 250 jednostek za 1 euro. Taka relacja sprzyjałaby obniżeniu w przyszłym roku inflacji na Węgrzech do 3,5%, z 3,9% odnotowanych w kwietniu br.

Wczorajsza podwyżka oprocentowania była konsekwencją dokonanej w zeszłym tygodniu dewaluacji. Miała ona poprawić konkurencyjność eksportu i przyspieszyć wzrost gospodarczy, a tymczasem pobudziła większy niż przewidywano spadek kursu forinta do 272,25 jednostek za 1 euro. Inwestorzy pozbywali się węgierskiej waluty w obawie, że bank centralny dopuści do większej inflacji, aby ożywić gospodarkę oraz ułatwić rządowi zwiększenie wpływów z podatków.

Minister finansów Csaba Laszlo podkreślał w zeszłym tygodniu, że dzięki dewaluacji łatwiej będzie wprowadzić na Węgrzech wspólną walutę europejską. Ewentualny wzrost wpływów do kasy państwowej byłby tu z pewnością pozytywnym zjawiskiem, gdyż jednym z warunków przyjęcia do unii walutowej jest zmniejszenie deficytu budżetowego do niespełna 3% produktu krajowego brutto. Tymczasem w zeszłym roku sięgał on aż 9,4% PKB. Niespodziewana reakcja forinta przekreśliła jednak te kalkulacje i ostatecznie przeważyły obawy przed inflacją.

Podwyżka oprocentowania nie przyniosła natychmiastowego efektu, gdyż kurs waluty węgierskiej, po przejściowym wzroście dzień wcześniej do 258 jednostek za 1 euro, zaczął ponownie spadać. Wczoraj po południu 1 euro odpowiadało już ponad 263 forintom. Tym razem była to reakcja na osłabienie złotego.