Wczorajsza sesja inaczej wyglądać nie mogła. Wszyscy czekali na sejmowe głosowanie. Transakcje na kontraktach zawierano dosłownie co parę minut. Pierwsze ożywienie aktywności mieliśmy dopiero przed 13.00. Kilkupunktowy wzrost wywołały wtedy dochodzące z sejmu dziennikarskie plotki, według których nieobecność kilku opozycyjnych posłów już rano przesądziła o pozytywnym dla premiera wyniku głosowania.
To był jednak tak naprawdę tylko impuls, który nie tyle zwiększył optymizm, co zachęcił do zmiany serii na kontraktach. Jeśli spojrzeć na dwucyfrową ujemną wartość bazy i pozostające 4 sesje do wygaśnięcia "czerwca", to jasnym się staje, komu grunt pali się pod nogami. Bowiem brak dymisji obecnego rządu niewątpliwie oddala termin szybkich spadków. Oczywiście, nie oznacza to wcale, że takie nie nastąpią, ale niedźwiedzie straciły chwilowo swój najlepszy argument za przeceną.
Zdjęcie tej niepewności może przynieść w przyszłym tygodniu test (tylko test) grudniowych szczytów. Co prawda, poziomy indeksów robią się już trochę za wysokie, ale wystarczy spojrzeć na amerykański przykład. Tam perspektywa kolejnej obniżki stóp procentowych zalewa rynek nową gotówką i ta naiwność (jak pokazuje choćby japoński przykład) może potrwać nawet aż do posiedzenia FED 25 czerwca. Tym bardziej, że Fed Fund Futures pokazują już nie tylko obniżkę o 25 pb. Po ostatnich danych makro prawdopodobieństwo większego cięcia przekroczyło już 55%. Tylko pod co potem grać? Pewnie u nas pod nadający się do Trybunału Konstytucyjnego projekt budżetu i kontynuację politycznych wojen, a w Stanach pod zakończenie powojennego ożywienia i rozpoczęcie sezonu ostrzeżeń spółek. Niedorzeczność? Pewnie że tak, choć niczym się nie różni od wypowiadanych teraz byczych argumentów.