Aby obronić się przed utratą kontroli PeopleSoft zaoferował swojemu partnerowi, spółce J.D. Edwards, dodatkowe pieniądze za zgodę na połączenie obu firm, a raczej wchłonięcia tej drugiej przez pierwszą. Zamiast 14,10 USD za akcję PeopleSoft oferuje 14,33 USD.
PeopleSoft obiecuje też teraz po cichu swoim nowym klientom zwrot dwukrotności wpłacanych pieniędzy na wypadek przejęcia spółki przez Oracle i zaprzestania prac nad niezbędnymi korektami oprogramowania. Tylko pozornie takie posunięcie wydaje się kaskaderskim wybrykiem zarządu. Jeśli Oracle rzeczywiście przejąłby PeopleSoft, to musiałby ponosić zobowiązania przyjęte przez sprytnego rywala. Z drugiej strony klient otrzymuje gwarancję zwrotu pieniędzy z nawiązką, na wypadek gdyby wady kupionego oprogramowania okazały się znaczące.
PeopleSoft chce się także obronić przed spadkiem własnych akcji, które ciągle notowane są na Wall Street powyżej proponowanej przez Oracle ceny 5,1 mld USD (16 dolarów na akcję). Tym bardziej że informacje o przymusowej fuzji obniżają sprzedaż PeopleSoft, a spółki produkujące oprogramowanie najwięcej transakcji notują w ostatnich tygodniach kwartału.
Strategia Oracle sprytnie to wykorzystuje do zmiękczenia rywala. Im bliżej proponowanego progu 16 dolarów za akcję, tym inwestorzy chętniej zgodzą się na sprzedaż. Analitycy nie wykluczają też, że Oracle podniesie swoją ofertę. Firma ściga się bowiem z czasem i chce przejąć PeopleSoft jak najszybciej. W przypadku fuzji PeopleSoft i J.D. Edwards, połączona spółka w wielu segmentach rynku pobiłaby Oracle na głowę.
W toczącej się wojnie istnieje jeszcze jedna strona - władze antymonopolowe. O ile przejęcie J.D. Edwards byłoby jeszcze dla władz regulacyjnych do przełknięcia, o tyle plany Oracle mogą wzbudzić w Waszyngtonie poważne zastrzeżenia. Obie firmy działają bowiem na tym samym rynku, oferując pakiety oprogramowania dla wielkich i średnich spółek. Oracle przyznał się już, że udało mu się "ukraść" PeopleSoft tak wielką firmę jak Merrill Lynch.